<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505</id><updated>2011-07-29T10:17:10.059+02:00</updated><category term='dramat'/><category term='serial'/><category term='komedia'/><category term='kryminalny'/><category term='film akcji'/><category term='fantasy'/><category term='gufno'/><category term='wojenny'/><category term='film'/><category term='thriller'/><category term='sensacyjny'/><category term='horror'/><category term='czarna komedia'/><title type='text'>Leze (u) Pytona</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>13</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-7796938396026484009</id><published>2009-10-12T00:19:00.004+02:00</published><updated>2009-10-13T01:27:09.762+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminalny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czarna komedia'/><title type='text'>Twin Peaks - Sezon 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/StO6euYZ0WI/AAAAAAAAAIY/htgTuYGyt1Q/s1600-h/21bn51k.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 225px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/StO6euYZ0WI/AAAAAAAAAIY/htgTuYGyt1Q/s320/21bn51k.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391858215901843810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Serial cieszył się niegdyś ogromną popularnością - zarówno w Hameryce, jak i w Polsce. Wiadomo, upadek komuny, to i cenzura zniesiona; zatem w naszych odbiornikach zagościło multum różnych seriali z rozwiniętego Zachodu. Ponieważ TP jest sygnowane nazwiskiem Lyncha, domyślałem się, jak wielką surrealnością musi się ów cechować. A przecież nie jest to specjalnie zrozumiała przez masy forma artystyczna, skąd zatem się wzięła tak wielka oglądalność? Może po prostu Polaczki się napaliły na zachodnie produkcje i chłonęły wszystko jak leci? W takim razie skąd popularność w Hameryce?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Diagnoza - klimat i ciastka z wiśniami. I wszechobecny zapach kawy. I zapętlony w głowie slogan: "Kto zabił Laurę Palmer?". A, no i Cooper. A bardziej ogólnie - Lynch wespół z Markiem Frostem pokazują, jak można sprawnie wyreżyserować serial pełen absurdalnych i nadnaturalnych motywów, a mimo to tak wymownie poruszający kwestie bliskie każdemu widzowi. Zwłaszcza kwestie miłosne. Nawet jeśli są zabarwione filozofią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z początku nie mogłem się wciągnąć, przyznam. Dwa pierwsze odcinki nieomal przespałem ze względu na ogólne niezorientowanie się w relacjach między postaciami. Sama śmierć Laury Palmer wydawała mi się wtedy przesadnie mocno przedstawiona, ale wrażenie to było oczywiście błędne, gdy się weźmie pod uwagę jej rolę w miasteczki Twin Peaks. Albo po prostu miałem jak najbardziej negatywne nastawienie, trudno mi to orzec. Dość powiedzieć, że z odcinka na odcinek moje zainteresowanie całą sprawą, mrocznymi sekretami mieszkańców rosło coraz bardziej. Jeśli traktować nadnaturalne zjawiska w filmach Lyncha jako "strumień świadomości", to w przypadku TP mamy ich bardzo wiele, splecionych w logiczną całość, budujących monstrualnie namacalną atmosferę niepokoju i chorobliwego zainteresowania. A przecież samo śledztwo nie było prowadzone z nadmierną ostrożnością - "tybetańskie" praktyki Dalea Coopera, przeoczenie wielu istotnych szczegółów przez miejscowych funkcjonariuszy, brak pozwolenia na dokładne zbadanie zwłok Laury Palmer... poszukiwania mordercy, stopniowe, powolne, stanowią jedynie tło dla pozostałych bohaterów, na ich reakcje i zachowania po śmierci "idealnej" uczennicy liceum, na obnażenie ich prymitywnych instynktów. Tak wydawałoby się nieostrożne kierowanie losami fabuły owocuje rosnącym napięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to jednak z pierwszymi sezonami bywa, muszą się nagle zakończyć, by zaostrzyć apetyt na następny sezon. Przyznam, że ostatni odcinek wywiązał się z tego zadania perfekcyjnie - niektóre wątki osiągnęły punkt kulminacyjny, inne obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni, skutkując niekiedy szokiem widowni (to jest, moim). Jakoś tak właśnie ostatni odcinek zasłużył na miano mojego ulubionego - za wprawną reżyserię Frosta. Może brakuje jakiejś wyrazistszej puenty, ale takowa możliwa byłaby jedynie poprzez zdemaskowanie mordercy, a na to było zdecydowanie za wcześnie. Wystarczy, że w ostatnim odcinku twórcy obalają wszelakie domysły, jakie mogły się zrodzić w głowie widza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Motywy muzyczne w serialach bywają nadmiernie eksploatowane, na całe szczęście na przestrzeni tych kilku odcinków nie jest to jeszcze odczuwalne; na to przyjdzie nam poczekać do następnego sezonu, a do tego czasu możemy się nacieszyć cichymi melodiami, raz o ckliwym, raz o wywołującym dreszcz nastroju. W połączeniu ze zdjęciami natury, tak wszechobecnej i istotnej fabularnie w Twin Peaks potęgują charakterystyczny klimat niepokoju, stojąc w kontraście do licznych scen o charakterze miłosnym. Bo czyż człowiek jest w stanie walczyć z tymi przeklętymi "sowami, które nie są tym, czym się zdają?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odizolowani od reszty świata, osamotnieni w walce z tym "nadnaturalnym złem" bohaterowie mają do dyspozycji jedynie osobę Dalea Coopera, co nazizm chętnie zwalczy i porządek zaprowadzi. Jeśli tylko dostanie swoją "cholernie dobrą" kawę. "I gorącą!". To typ perfekcyjnego protagonisty - jego idealizm nie jest oparty na mrzonkach, on z całego serca pragnie uchronić to ukochane przez niego miasteczko, nieskażone jeszcze nadmiernymi wpływami cywilizacji. I realizuje swoje pragnienie całkowicie bezinteresownie. Kyle Maclachlan odwalił kawał dobrej roboty, wcielając się w tę postać - jest charyzmatyczny i potrafi przekonać do swoich racji, choćby nie wiadomo jak bardzo, wydawałoby się, nieracjonalnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostawię sobie jakiekolwiek głębokie analizy na sezon drugi, tymczasem zaś nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować Lynchowi i Frostowi oraz całej ekipie filmowej za efektywną współpracę i stworzenie wielowarstwowego serialu, który potrafi trafić w gusta każdego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Tak&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-7796938396026484009?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/7796938396026484009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=7796938396026484009' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/7796938396026484009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/7796938396026484009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2009/10/twin-peaks-sezon-1.html' title='Twin Peaks - Sezon 1'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/StO6euYZ0WI/AAAAAAAAAIY/htgTuYGyt1Q/s72-c/21bn51k.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-3773364683998660843</id><published>2009-09-29T22:51:00.015+02:00</published><updated>2009-10-04T14:10:25.515+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><title type='text'>Grey’s Anatomy – Season 1</title><content type='html'>&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKTPV8X-PI/AAAAAAAAAAM/sJFkx0XvpPU/s1600-h/GreysAnatomySeasonOne.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 248px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKTPV8X-PI/AAAAAAAAAAM/sJFkx0XvpPU/s320/GreysAnatomySeasonOne.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387029996086229234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CEwa%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;    &lt;w:usefelayout/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:"MS Mincho"; 	panose-1:2 2 6 9 4 2 5 8 3 4; 	mso-font-alt:"ＭＳ 明朝"; 	mso-font-charset:128; 	mso-generic-font-family:modern; 	mso-font-pitch:fixed; 	mso-font-signature:-1610612033 1757936891 16 0 131231 0;} @font-face 	{font-family:"\@MS Mincho"; 	panose-1:2 2 6 9 4 2 5 8 3 4; 	mso-font-charset:128; 	mso-generic-font-family:modern; 	mso-font-pitch:fixed; 	mso-font-signature:-1610612033 1757936891 16 0 131231 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"MS Mincho"; 	mso-fareast-language:JA;} p.MsoFootnoteText, li.MsoFootnoteText, div.MsoFootnoteText 	{mso-style-noshow:yes; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"MS Mincho"; 	mso-fareast-language:JA;} span.MsoFootnoteReference 	{mso-style-noshow:yes; 	vertical-align:super;}  /* Page Definitions */  @page 	{mso-footnote-separator:url("file:///C:/DOCUME~1/Ewa/USTAWI~1/Temp/msohtml1/01/clip_header.htm") fs; 	mso-footnote-continuation-separator:url("file:///C:/DOCUME~1/Ewa/USTAWI~1/Temp/msohtml1/01/clip_header.htm") fcs; 	mso-endnote-separator:url("file:///C:/DOCUME~1/Ewa/USTAWI~1/Temp/msohtml1/01/clip_header.htm") es; 	mso-endnote-continuation-separator:url("file:///C:/DOCUME~1/Ewa/USTAWI~1/Temp/msohtml1/01/clip_header.htm") ecs;} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;          Pierwszy sezon Grey's Anatomy za mną. Wrażenia? Raczej w kierunku tych pozytywnych. Jako całość, pierwszy sezon spisuje się nieźle, wciąga na tyle by wytrwać do końca a nawet mieć apetyt na drugą serię. Jednego tylko nie mogę rozgryźć: czy to aktorka grająca postać Meredith mnie drażni (nie tyle aparycją, co poziomem swojego aktorstwa, a to już poważna zbrodnia; choć z drugiej strony coś jest pewnie ze mną nie tak, bo po krótkich przeszpiegach wespół w zespół z wujkiem Googlem i ciocią Wikipedią okazało się, że grająca naszą protagonistkę Ellen Pompeo za swoją kreację w serialu została wielokrotnie nominowana i cztery razy zdobyła nagrodę. Ot, kuriozum), czy też postać szanownej pani Grey sama w sobie? Główny wątek miłosny pomiędzy nią a doktorem Derekiem Shepherdem przyprawia mnie o nerwowe poziewywanie. Nawet nie skupiam się specjalnie na ich wymianie zdań, gdyż wiadomo, że o ile na początku chcą być dowcipni i na luzie, to koniec końców Meredith zadurzy się po uszy i wtedy właśnie nastąpi wielkie trach, zgrzyt, bam i łubudu, ponieważ okaże się, że książę z bajki ma swoje tajemnice i cała piękna banieczka słodkich niedopowiedzeń, które czynią codzienne łóżkowe przygody tak ekscytującymi, pryśnie z głośnym, czy też wręcz nieznośnym, trzaskiem. Dlatego pozostawmy ten wątek bez dalszego komentarza.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;   &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKVoVjAL9I/AAAAAAAAAAc/75AjXf2zOI0/s1600-h/greys-anatomy-season1-promo-008.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 225px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKVoVjAL9I/AAAAAAAAAAc/75AjXf2zOI0/s320/greys-anatomy-season1-promo-008.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387032624499797970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;        Meredith jest potrzebna, ponieważ ktoś musi być na pierwszym planie, ktoś na tyle przeźroczysty, by mógł być narratorem wszystkich szpitalnych perypetii grupy stażystów jednej z placówek medycznych w Seattle. Jej komentarze na początku i na końcu każdego odcinka biorą go w nawias, spinają klamrą tak, żebyśmy później nie mieli wątpliwości o co tak naprawdę chodziło w wielu galopujących przez cały odcinek wątkach. Komentarze te nie są ani za mądre, ani za głupie, są po prostu w sam raz, mogą służyć jako przyjacielska porada, jako przypomnienie czegoś, co już niby wiemy, ale czasem zdarza nam się o tym zapominać. Meredith jest naszą przewodniczką po „meandrach życia” (ze szczególnym naciskiem na życie kobiety-chirurga) i miotających nim uczuć. Koncept wydaje się być taki sobie. Ale sprawdza się nieźle, w końcu to tylko serial, który człowiek ogląda aby się odprężyć przy kolacji, kubku kawy, czy po prostu dlatego, że nie ma nic innego do roboty (to akurat jest wierutna brednia, bo zawsze jest coś do roboty).&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;    &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;        &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKY6WAbuTI/AAAAAAAAAA0/7GTGZjT2KuE/s1600-h/2e9c38053d432d36_greysanatomy.xlarge.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 161px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKY6WAbuTI/AAAAAAAAAA0/7GTGZjT2KuE/s200/2e9c38053d432d36_greysanatomy.xlarge.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387036232395766066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;            Zdecydowanie lepiej w moim odczuciu prezentują się postaci poboczne: Izzi, Christina, George i nawet Alex, który ze swoją szowinistyczną i lekceważącą postawą nadętego dupka jest po prostu zabawny. Wszyscy razem z Meredith są stażystami na oddziale chirurgii i jednocześnie rywalami o przyszłe miejsce pracy. Trzeba przyznać, że dość ciężki kawałek chleba sobie wybrali: oddział staje się niemalże ich domem, śpią tam, jedzą, dyżurują i walczą o asystę przy każdej możliwej operacji. Mają pasję i są w stanie poświęcić zobowiązania prywatne dla tej jednej, jedynej chwili, gdy będą mogli stanąć za stołem i uczestniczyć w cudzie ratowania czyjegoś życia. Im ciekawszy, bardziej pokręcony przypadek, tym lepiej. Najbardziej waleczna i agresywna okazuje się Christina, która już od pierwszego dnia wykazuje największą determinację we współzawodnictwie. Jest sarkastyczna, pyskata, inteligenta, niezwykle skryta i poza skalpelem nie widzi świata. Prawdę mówiąc to właśnie ona była i jest powodem dla którego oglądam odcinek za odcinkiem, ale twórcy nie są dla mnie łaskawi i bardzo skąpo (w moim odczuciu) wydzielają na jej temat jakiekolwiek informacje. Ale jedno jest pewne – tam, gdzie jest Cristina, będzie ciekawie. Kolejnym z moich ulubieńców jest George, bardzo nieśmiały chłopak, który na każdym kroku zdaje się popełniać jakieś faux pas. Stara się jednak ze wszystkich sił, by udowodnić, że wybór chirurgii nie był dla niego tylko kwestią przypadku. Jest niezwykle sympatyczny i jego nieporadność autentycznie wzrusza. To jedna z tych postaci, których nie można nie polubić. Następna w kolejce jest doktor Bailey, asystentka na oddziale chirurgicznym opiekująca się wspomnianą grupką stażystów. Choć słowo „nadzorująca” wydaje się być tutaj bardziej adekwatne. W końcu przydomek „Nazistka” nie wziął się znikąd. Pani doktor wie, że w tej pracy nie ma miejsca na sentymenty i stara się wpoić tę zasadę swoim podopiecznym. Jednocześnie jest okiem i uchem oddziału, nic nie umknie jej uwadze, zawsze bardzo trafnie podsumowuje zaistniałe sytuacje. Bardzo też ceni sobie swoją wygodę i czas, dlatego też&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;jeśli aktualnie nie masz przy sobie kubka z gorącą i aromatyczną moccha latte albo twój pacjent nie umiera, to lepiej nie zawracaj jej głowy. Dla swojego własnego dobra.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKYb-I_B_I/AAAAAAAAAAs/ljPs1BVrS0Q/s1600-h/large_greys-finale1.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;     &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKZVQjaY5I/AAAAAAAAAA8/6F0PTWD67gk/s1600-h/large_greys-finale1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 210px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKZVQjaY5I/AAAAAAAAAA8/6F0PTWD67gk/s320/large_greys-finale1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387036694788334482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;            Mówi się, że w przypadku serialu głównym czynnikiem przyciągającym widza są wyraziste postaci i ciekawa fabuła. W przypadku Grey’s Anatomy chodzi zdecydowanie o ten pierwszy czynnik. Fabuła bowiem nieodmiennie krążyć będzie wokół miłosnych podchodów, tym ciekawszych, że w lekarskich kitlach. A to, jak wiemy i jak pokazuje przypadek „Ostrego dyżuru”, zawsze się sprawdza. I nie jest to wcale krytyka – jedynie czyste stwierdzenie faktu. Serial się ogląda, i to dobrze ze względu na bohaterów, którzy z odcinka na odcinek stają się nam coraz bliżsi; gdy ktoś zostaje na chwilę pominięty, mamy pewność, że scenarzyści szybko zaspokoją nasz niedosyt.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKaZpSinfI/AAAAAAAAABE/ljXUjZZwKDg/s1600-h/watch+grey%27s+anatomy+s05e11+wish+you+were+here+season+5+episode+11+full+video+stream+online+free+download+preview.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 146px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKaZpSinfI/AAAAAAAAABE/ljXUjZZwKDg/s200/watch+grey%27s+anatomy+s05e11+wish+you+were+here+season+5+episode+11+full+video+stream+online+free+download+preview.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387037869659561458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;    &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;        &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;             &lt;/span&gt;Ponieważ akcja serialu dzieje się na terenie szpitala, powinniśmy się spodziewać ciekawych przypadków medycznych, i owszem, takowe są obecne, jednakże nigdy nie stanowią głównej osi odcinka, jedynie jeden z licznych wątków. Pacjenci bywają różni, jedni z poważnymi problemami, niektórzy z zabawnymi, często stanowią lustro, w którym nasi bohaterowie mogą się przejrzeć i znaleźć dzięki rozmowom z nimi odpowiedź na dręczące ich problemy. W przeciwieństwie do Housa (no tak, to nazwisko musiało w końcu paść…), tutaj twórcy skupili się na wyeksponowaniu emocjonalnej strony serialu, a nie na medycznych zagadkach i racjonalno-filozoficznych dialogach czy przemyśleniach. Oglądając Grey’s Anatomy ma się przyjemne odczucie, że ci wszyscy lekarze są jednak z naszej planety, są tacy jak my, mają te same rozterki, te same ograniczenia i – znów w przeciwieństwie do Housa – obowiązują ich zasady społeczne, ich szefową nie jest Cuddy, która wybaczy wszystko i jeszcze da cukierka za dobrze rozwiązany przypadek&lt;a style="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=2039645303702894505#_ftn1" name="_ftnref1" title=""&gt;&lt;span class="MsoFootnoteReference"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;!--[if !supportFootnotes]--&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; *. Grey’s Anatomy uderza w czułą strunę każdego z nas poruszając różnorodność relacji międzyludzkich nie stroniąc przy tym od odrobiny humoru. To taki miłosny tasiemiec, ale uroczy i strawny, momentami nawet bardzo smaczny i pożywny.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;         I to tyle, jeśli chodzi o porównania tych dwóch seriali. Nie mam zamiaru dowodzić tutaj wyższości jednego nad drugim, gdyż jest to z gruntu bezcelowe. Obydwa są zupełnie inne, kładą nacisk na odmienne aspekty i każdy powinien zdecydować sam, co mu lepiej pasuje, ewentualnie rzucić się na obydwa (jako i ja czynię). &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;   &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;        Czy polecam? ** Myślę, że tak. Pierwszy sezon, który swoją premierę miał w 2005 roku, liczy zaledwie dziewięć odcinków. To w zupełności wystarcza, by zapoznać się z klimatem i zdecydować, czy ma się apetyt na jeszcze. Intuicja podpowiada mi, że raczej się nie zawiodę a poza tym bohaterom przyda się asysta przy kolejnych odcinkach. Zabieram się zatem za sezon drugi i znad kubka aromatycznej latte zachęcam do oglądania i odprężenia!&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div style=""&gt;&lt;!--[if !supportFootnotes]--&gt;&lt;br /&gt;___________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CEwa%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;    &lt;w:usefelayout/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:"MS Mincho"; 	panose-1:2 2 6 9 4 2 5 8 3 4; 	mso-font-alt:"ＭＳ 明朝"; 	mso-font-charset:128; 	mso-generic-font-family:modern; 	mso-font-pitch:fixed; 	mso-font-signature:-1610612033 1757936891 16 0 131231 0;} @font-face 	{font-family:"\@MS Mincho"; 	panose-1:2 2 6 9 4 2 5 8 3 4; 	mso-font-charset:128; 	mso-generic-font-family:modern; 	mso-font-pitch:fixed; 	mso-font-signature:-1610612033 1757936891 16 0 131231 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"MS Mincho"; 	mso-fareast-language:JA;} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;I żeby nie było wątpliwości, ja wielbię „House M.D.”, hołubię, czczę, swego czasu rozważałam nawet stworzenie małego ołtarzyka, do którego mogłabym modlić się o jeszcze lepsze, jeszcze soczystsze, mocniejsze, bardziej zawiłe pod względem psychologicznym i medyczno-kryminalnym odcinki. Skończyło się na plakacie, ale ciche modły wciąż są uskuteczniane.&lt;br /&gt;** Czy polecam? Pani kierowniczko, ja polecam cały czas! :-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-3773364683998660843?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/3773364683998660843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=3773364683998660843' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/3773364683998660843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/3773364683998660843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2009/09/greys-anatomy-season-1.html' title='Grey’s Anatomy – Season 1'/><author><name>caithnard</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17021181010441720503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_9UD127Crvuk/SsKTPV8X-PI/AAAAAAAAAAM/sJFkx0XvpPU/s72-c/GreysAnatomySeasonOne.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-31082246069630592</id><published>2009-09-13T01:11:00.008+02:00</published><updated>2009-10-04T14:09:54.547+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojenny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czarna komedia'/><title type='text'>Inglourious Basterds</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_dkd8JBI/AAAAAAAAAHo/fpUV34UcaNA/s1600-h/Inglourious-Basterds-poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_dkd8JBI/AAAAAAAAAHo/fpUV34UcaNA/s320/Inglourious-Basterds-poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380745432038908946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;O filmie Quentina Tarantino słyszałem już jakiś czas temu, ale niespecjalnie wnikałem w szczegóły. Tyle, że wojenny i że miał grać Brad Pitt. Nietrudno było się domyślić, że ten ekscentryczny reżyser podejdzie do tematu w sposób zupełnie odwrotny niż pozostali koledzy w branży. Jeśli już, to oczekiwałem czegoś w stylu "Full Metal Jacket", ale na wesoło i bez choćby krztyny autentyzmu.&lt;br /&gt;Z pomocą wikipedii oraz kilku zwiastunów zrozumiałem, że Tarantino nie ma zamiaru się jednak babrać w wyznaczanie nowego kierunku w trendach filmowania wojen wszelakich, lecz sięga w odmęty przeszłości, by wyłowić gatunek zwany "macaroni combat", to jest - niskobudżetowych filmów pochodzenia włoskiego bądź hiszpańskiego w stylistyce spaghetti westernów, imitujących produkcje z zachodu. Jako że znawcą tego gatunku nie jestem, pozostaje mi jedynie ocenić efekt końcowy z niemożliwością wyłowienia wszystkich "smaczków".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oceniam go pozytywnie, i to bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_wLxSAxI/AAAAAAAAAHw/VopcRIvY55Y/s1600-h/inglourious_basterds14.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 317px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_wLxSAxI/AAAAAAAAAHw/VopcRIvY55Y/s200/inglourious_basterds14.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380745751826662162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mamy do czynienia z wielowątkową historią na terenach okupowanej przez Niemców Francji podczas II Wojny Światowej. Tytułowi Basterdzi to grupka Żydów amerykańskiego pochodzenia, wyznaczonych do tajnej misji likwidowania nazistów. Prowadzeni przez Aldo Apacza (Brad Pitt) mordują w iście amerykańskim stylu - zbierają skalpy, używają kiji bejzbolowych, etc. W końcu trafia się im fucha na znacznie wiekszą skalę; elita niemieckich władz bierze udział w projekcji filmu propagandowego. Uczestniczy w niej Goebbels, Goerring, a nawet sam Hitler. Czy Basterdy przepuszczą taką okazję? I czy zdołają przechytrzyć niemieckiego detektywa Hansa Landę, zwanego "Łowcą Żydów"? Co na to wszystko powie Żydówka Shosanna Dreyfus, właścicielka kina? I czy odtwórca głównej roli filmu propagandowego będzie siedział spokojnie na swoim miejscu, nie zaruchawszy uprzednio kogo trzeba? W końcu zaś - czy Amerykanie będą w stanie mówić innym językiem niż angielski?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_7_C5ABI/AAAAAAAAAH4/n8pWyZUldDE/s1600-h/inglourious_basterds2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_7_C5ABI/AAAAAAAAAH4/n8pWyZUldDE/s200/inglourious_basterds2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380745954569289746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Inglourios Bastardom nie można odmówić kolorytu oraz inteligentnie skonstruowanej historii (co nie znaczy oczywiście, że sama historia jest inteligentnia, wręcz przeciwnie). Poprzez wprowadzanie kolejnych postaci oraz wątków, całość zmierza stopniowo, acz nieubłaganie ku finałowej akcji w kinie. Zanim zaś to nastąpi, poznajemy postacie o jasno określonej funkcji w tym teatrzyku - okrutnych nazistów, tępiących Żydów, okrutnych Bastardów, tępiących nazistów, ogarniętą żądzą zemsty Żydówkę, zakochanego w nią po uszy młodego szeregowego zasłużonego w boju i w końcu Hansa Landę, co aż nagrodę w Cannes otrzymał i pełni zasłużenie. Rola zmanieryzowanego geniusza, znawcy kilku języków, faworyta dobrej fajki i w końcu wyspecjalizowanego w ściganiu wrogów Rzeszy jest wręcz wybitna. Wzbudza wstręt, obrzydzenie, ale również śmiech - nie sposób być wobec niego obojętnym. Mało kto mu dorównuje, Apacz stoi wobec niego w ciekawym kontraście i świetnie się uzupełniają. No ale nie rozdrabniajmy się na pojedyncze postacie, bo i tak każdy będzie mieć swojego faworyta. W ogólnym ujęciu podzieliłbym wszystkich na obozy narodowościowe - widzimy okupowanych francuzów, okrutnych niemców, zmanieryzowanych brytoli i oczywiście wyluzowanych amerykanów. Każda z tych frakcji ściera się ze sobą, w konsekwencji z tej mieszanki kulturowej wyłania się dość smutny obraz człowieka kierowanego przez swoje najbardziej prymitywne instynkty - bez względu na swoją narodowość, każdy na wojnie jest swego rodzaju "Basterdem" Cecha charakterystyczna w kinie Tarantino, gdzie podział na "dobrych" i "złych" nie istnieje - są jedynie "wygrani" i "przegrani". No wiadomo, życie. Na oklaski zasługuje również parodia wojennego motywu miłosnego - kochankowie miast przełamać swoje narodowościowe uprzedzenia, skaczą sobie do gardeł i kończą tragicznie - nie przez miłość, a nienawiść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SqxANs9vNlI/AAAAAAAAAIA/r9r2ebjVhEY/s1600-h/Inglourious-Basterds-Dec11-FL-02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SqxANs9vNlI/AAAAAAAAAIA/r9r2ebjVhEY/s200/Inglourious-Basterds-Dec11-FL-02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380746258953483858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak już pisałem, nie ma w filmie choćby krztyny realizmu, o czym co i rusz jesteśmy subtelnie informowani - proponowanie francuskiemu mleczarzowi przejście na "wygodniejszy" język angielski, misja Basterdów tak tajna, że nikt nie ma prawa się o niej dowiedzieć, czy w końu... zabicie Hitlera. Tak jest, zaspoilerowałem jak jasna cholera. Generalnie akcja bawi miast trzymać w napięciu, a oglądanie armii nazistów jak dostaje po dupsku w tak kompromitującym stylu daje widzowi narodowości innej, niż niemiecka niesamowitą satysfakcję. Wojna cię skrzwydziła? Pozbawiła bliskich? To zabierz wrogowi jeszcze więcej. Pozbaw go dumy, pozbaw go godności... pozbaw skalpa. A nie do końca zdecydowanym pozostaw na czole ranę w kształcie swastyki. Albo przyklej mu do czoła karteczkę z napisem "King Kong". I baw się dobrze, zamawiając trzy szkockie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem też wrażenie, że w zasadzie to II WŚ w tym filmie jest jedynie pretekstem do symbolicznego ukazania... walki szkół filmowych różnej narodowości. A na tym polu, jak wiadomo, zwycięstwo odnieśli Żydzi, a już zwłaszcza ci amerykańscy z branży zwanej Hollywood. Apacz sam sobie skomentował ostatnie w filmie nacięcie swastyki jako swoje "najlepsze dzieło", Shosanna skutecznie się zemściła na niemieckich wielbicielach kina, sporo innych wątków wskazywałoby na definitywne zwycięstwo żydowskie na tym dość abstrakcyjnym polu. Jest to bardzo ogólna intepretacja, pewnie błędna, ale postaram się ją dopracowywać wraz z kolejnymi projekcjami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SqxAkhpq9HI/AAAAAAAAAII/fHzps022SCo/s1600-h/gba3hk.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 204px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SqxAkhpq9HI/AAAAAAAAAII/fHzps022SCo/s320/gba3hk.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380746651053519986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czy to najlepszy film Tarantino? Cóż, niech dziad najpierw umrze, wtedy weźmie się wszystkie jego filmy pod lupę (i wsadzi się w...). I tak wyjdzie, że żaden z nich nie dorasta do pięt Pulp Fiction ze względu na przełomowość, zupełne odmienne podejście, no i przede wszystkim świeżość, gdyż film ten po dziś dzień świetnie się ogląda. Faktycznie, Inglourious Basterds w dalszym ciągu serwuje nam te same motywy, charakterystyczne dla kina Tarantino, jedynie w coraz to lepszej oprawie audio-wizualnej. Z PF wielowątkowość, z Kill Billa motyw zemsty, ze Wściekłych Psów podobna strzelanina z końcówki, przydługawe dialogi o dupie maryny z każdej z nich, etc. Jednak wciągająca historia oraz rozsądne proporcje między napięciem, akcją a dialogiem stawiają IB w znacznie lepszym świetle, niż się pierwotnie spodziewałem. Zobaczymy, czy zdoła przetrzymać próbę czasu, a póki co - polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Debił: Eli Roth mnie wkurwiał...&lt;br /&gt;Gryz: A gdzie jakieś animacje?&lt;br /&gt;Zabby: \m/Ennio Moricone \m/&lt;br /&gt;MisQ: Nazi Punks, SPADAJCIE NA DRZEWO! :D&lt;br /&gt;Uucker: Ach, tragiczny los dwóch zakochanych ludzi... należało im się.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-31082246069630592?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/31082246069630592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=31082246069630592' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/31082246069630592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/31082246069630592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2009/09/inglourious-basterds.html' title='Inglourious Basterds'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sqw_dkd8JBI/AAAAAAAAAHo/fpUV34UcaNA/s72-c/Inglourious-Basterds-poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-144113884367602434</id><published>2009-08-12T00:50:00.009+02:00</published><updated>2009-10-04T14:09:05.277+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminalny'/><title type='text'>Detektyw Monk - Sezon 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIH-gRVtRI/AAAAAAAAAGw/hvcnpzocf2s/s1600-h/monk1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 235px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIH-gRVtRI/AAAAAAAAAGw/hvcnpzocf2s/s320/monk1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368862476174996754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dlaczego filmy są lepsze od seriali? Krócej trwają, są lepiej wykończone, bardzie skoncentrowane wokół konkretnych wątków. Dlaczego seriale są lepsze od filmów? Potrafią wciągnąć. Mogą być słabsze na polu audiowizualnym (kwestie techniczne, obrazy przeznaczone do wyświetlania w telewizji mają większe ograniczenia), mogą mieć nawet niedociągnięcia w scenariuszu czy montażu przez znacznie bardziej napięte terminy. Jeśli natomiast bohaterowie potrafią przyciągnąć uwagę, a koleje ich dalszych losów stają się dla mnie ważne, to w zupełności mi to wystarcza do rozkoszowania się serialem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekko zmęczony formułą House'a (którego też wkrótce zrecenzuję) postanowiłem poszukać serialu w podobnym klimacie. Znaczy, kryminalnego. Przecież House jest detektywem na polu medycznym, prawda? Na myśl przyszedł mi wychwalany przez krytyków Detektyw Monk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Adrian Monk jest niemłodym już detektywem po poważnych przejściach - w wypadku ginie jego żona. Trauma po utracie swej miłości powoduje w nim szereg dziwnych przypadłości psychicznych, w wyniku których nie jest zdolny do samodzielnego egzystowania w społeczeństwie i oficjalnego wykonywania swojego zawodu. Zatem nasz detektyw, znany ze swego pedantyzmu, hipochondrii i socjopatii zatrudnia pielęgniarkę Sharonę, która - chcąc, nie chcąc - towarzyszy swemu szefowi w trakcie swych dochodzeń w sprawach morderstw wszelakiej maści. Bo czy wspominałem, że Monk ma fotogeniczną pamięć i jest niezwykle bystry? Co prawda bez odznaki, ale w dalszym ciągu udziela niezbędnych konsultacji komisarzowi Stottlemeyerowi (dalej go będę nazywał Stadelmajerem, będzie prościej, prawda?) i jego partnerowi Disherowi, bowiem "Monk zawsze widzi rzeczy, których inni nie widzą".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoII721KQJI/AAAAAAAAAHQ/oWfLoRK8Mj4/s1600-h/0000002696_20060919192820.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 147px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoII721KQJI/AAAAAAAAAHQ/oWfLoRK8Mj4/s200/0000002696_20060919192820.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368863530202841234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że postać głównego bohatera to najmocniejszy punkt serialu, zupełnie jak w Housie. Tony Shalhoub, odtwórca roli, spisał się na medal - wykreował człowieka przepełnionego kontrastami, nieprzewidywalnego, niekiedy nierozgarniętego, a jednocześnie bystrego i uparcie dążącego do celu (zwykle jest nim udowodnienie winy - Monk potrafi bardzo szybko się domyślić, kto zabił, wystarcza do tego obserwacja miejsca zbrodni). Ma swoje hobby, ma swoje pasje, jest dręczony śmiercią małżonki, próbuje odzyskać odznakę i stabilność psychiczną - innymi słowy, jest wielowymiarowy Oglądanie jego niewinnego, żydowskiego pyszczka podczas rozwiązywania kolejnej zagadki czy innej błyskotliwej akcji to prawdziwa przyjemność. To samo można powiedzieć o Sharonie - może nie ma wyglądu supermodelki, ale jej zaradność, cierpliwość do fanaberii Monka i ogólna prezencja stanowią kolejny mocny punkt serialu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mógłbym jedynie ponarzekać na sylwetki morderców. Bywają stereotypowi aż do bólu, większość z nich była wymyślana na szybko, zdarzało się, że w kulminacyjnym momencie odcinka zaczynali odstawiać jakieś durne szopki miast działać racjonalnie, jak każdy, bezwzględny kryminalista - zwykle zdarza się to w chwili, gdy twórcy chcieli pokazać Monka w jakiejś wyjątkowej sytuacji, do której nie jest przystosowany (na przykład jazda na karuzeli). Z pierwszej serii wyróżnił się jedynie Dale Whale, najgrubszy przestępca świata, arcywróg Monka, ale ten został stworzony z zamiarem powrotu - oby rychłego, bowiem jest doskonale bezczelny, a przy tym dowcipny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIJQAaAsFI/AAAAAAAAAHg/R0FEIeE86wg/s1600-h/425.monk.111508.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 148px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIJQAaAsFI/AAAAAAAAAHg/R0FEIeE86wg/s200/425.monk.111508.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368863876370706514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Same zaś morderstwa oraz przeprowadzane dochodzenia to ta udana część kryminalna serialu - w przeciwieństwie do House'a, gdzie na rozpracowywanie teleturnieju "Jaka to Choroba?" scenarzyści mają gotowy schemat, lekko modyfikowany w zależności od sytuacji. W Monku zaś bywa duża różnorodność - raz morderstwo jest dopracowane w każdym szczególe i bohaterowi przyjdzie się natrudzić nad jego rozpracowaniem, innym razem doskonale wiadomo, kto zabił, ale nijak nie sposób tego udowodnić, są sytuacje, gdzie Monk postępuje wbrew podejrzeniom pozostałych, a i bywa i tak, że jest kompletnie zbywany, gdy wyskoczy z teorią morderstwa. Mało tego, widzowi niejednokrotnie serwuje się ujęcia, z których jasno wynika, co zaszło. Mogę jednak powiedzieć tyle, że nawet widząc szczegółowo scenę morderstwa, i tak widz zostanie zaskoczony błyskotliwym przebiegiem zbrodni, jaki zaprezentuje Monk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka to spokojne, jazzowe wstawki z ewentualnymi urozmaiceniami. Przypadł mi do gustu opening, niezwykle subtelny, idealnie podkreśla pedantyzm Monka. W przedostatnim odcinku gości piosenkarz country Willie Nelson, który zapodaje nam trochę ze swego kunsztu wespół z Monkiem, co pogrywa na klarnecie. Z samym obrazem jest różnie, pierwsze sezony seriali na ogół miewają problemy z dobrym oświetleniem. Całość jest jednak czytelna i doskonale zmontowana - zaprezentowanie sekwencji wydarzeń następuje w sposób jak najbardziej logiczny i konsekwentny. Mamy idealnie wyważone proporcje między kolejnymi krokami w dochodzeniu a komizmem, jaki nam Monk i pozostali nieustannie serwują. Co prawda przed "wyciemnieniem" czyli przerwą na reklamy nie ma jakiegoś nagłego skoku napięcia, ale Monk ma lepsze sposoby na intrygę, niż tanie, salonowo-hollywoodzkie sztuczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIIWFIKf0I/AAAAAAAAAHA/R8bpktBzHG8/s1600-h/monk.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 233px; height: 155px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIIWFIKf0I/AAAAAAAAAHA/R8bpktBzHG8/s200/monk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368862881205616450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Oto serial godny uwagi. Klasyczną formułę serialu kryminalnego przystosowuje do współczesnych wymogów, koncentrując uwagę na nietuzinkowym bohaterze,  co nieustannie ściera się z tym całym zbrodniczym bałaganem. Na szczęście nie ma większego pedanta na świecie, także przestępcy z następnych sezonów, nie będzie wam dane się wyspać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabby: Tum, tuturu tum, tuuuum turutum turutututum&lt;br /&gt;MisQ: ROTFL, jaki absurd&lt;br /&gt;Debił: Co za fajtłapa z niego. Kurwa, jakich ja słów używam!&lt;br /&gt;Gryz Lee: Inteligentne, nie powiem.&lt;br /&gt;Uucker: Za późno, już powiedziałeś&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-144113884367602434?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/144113884367602434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=144113884367602434' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/144113884367602434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/144113884367602434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2009/08/detektyw-monk-sezon-1.html' title='Detektyw Monk - Sezon 1'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SoIH-gRVtRI/AAAAAAAAAGw/hvcnpzocf2s/s72-c/monk1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-5387470912020402058</id><published>2009-08-06T16:33:00.011+02:00</published><updated>2009-10-04T14:08:38.411+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gufno'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film akcji'/><title type='text'>Transformers: Zemsta Upadłych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntXka_XLqI/AAAAAAAAAGI/fWiFGL6xJY0/s1600-h/TF2SteelPoster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 205px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntXka_XLqI/AAAAAAAAAGI/fWiFGL6xJY0/s320/TF2SteelPoster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366979664174067362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A raczej Upadła Zemsta. Reżysera, nawiasem mówiąc. Michael Bay w najlepszej formie kiczu. Przez moment obawiałem się, że nastał kres sequeli gorszych od poprzednika. I że po udanej jedynce Bay naumiał się robić filmy. Dzięki Bogu, reżyser naprawdę, ale to NAPRAWDĘ się skupił, zebrał pieniążki i wszystkie siły wewnętrznego zen kiczowania, by tym razem spieprzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O co chodzi (a raczej, o co biega, pędzi, lata, transformuje) w Transformersach, tłumaczyć chyba nie trzeba. Zwyczajna rozwałka na trochę większą skalę niż zabawy w piaskownicy, które tak dobrze pamiętamy z naszego dzieciństwa. Mile wspominam serial animowany, zabawki i inne gadżety. Nie była to jakaś wielka mania, ale koncepcja maszynerii transformującej się w wielkie roboty i pomagające rodzajowi ludzkiemu była ciekawa. A właściwie - dalej jest ciekawa, przecież technologia rozwija się ostatnimi czasy w zastraszającym tempie, stąd pomysł na ekranizację przygód Optimusa Prime'a i jego koleżków we współczesnych realiach po prostu musiał się udać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza część faktycznie się udała, choć nie powiem, miałem obawy, wiedząc, komu przyznano prawa do reżyserii. Wstawki patriotyczne, przesadna epickość, humor niewysokich lotów - wszystko to blednie wobec finałowego starcia, które zostało intensywnie napchane konkretną akcją, bez nadmiernego komplikowania fabułą. Transformers nr 1 zdał egzamin na piątkę, był widowiskowy, taki właśnie miał być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka zaś... cóż, nie dość, że powtarza wszystkie błędy jedynki, to jeszcze dopuszcza się grzechów na polu, gdzie jest to niedopuszczalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntYdZ8IKnI/AAAAAAAAAGQ/rsVCm9wvvTk/s1600-h/2009_transformers_revenge_of_the_fallen_009.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntYdZ8IKnI/AAAAAAAAAGQ/rsVCm9wvvTk/s200/2009_transformers_revenge_of_the_fallen_009.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366980643144608370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Po pierwsze, akcja, a raczej jej poszatkowanie. Jestem gorącym przeciwnikiem nadmiernego fabularyzowania filmów akcji. Zaburzenie tych proporcji owocuje mnożeniem wątków na siłę, a jak jest za dużo wątków, to robi się bałagan. Fabularnie z jedynki dwójka transformowała się w hybrydę Harrego Pottera, Indiany Jonesa, Dragon Balla, Star Treka i tym podobnych mitologii upadku (stąd tytuł zapewne). Zupełnie jak Dewastator, jeden z Decepticonów, który zapowiadał się zrobić konkretną rozpierduchę, miksując się ze wszelkimi urządzeniami w pobliżu, a dostał raz z lasera i leży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, postacie. W jedynce zdawało się, że scenarzyści mają jeszcze jako taką kontrolę nad nimi, przynajmniej sylwetki Autobotów zostały wyraźnie zarysowane. Sama Megan Fox, oprócz wyglądania, potrafiła jeszcze prz&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntYtxn2_eI/AAAAAAAAAGY/-AtqqrsXDjM/s1600-h/Transformers+Revenge+of+the+Fallen.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 146px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntYtxn2_eI/AAAAAAAAAGY/-AtqqrsXDjM/s200/Transformers+Revenge+of+the+Fallen.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366980924379954658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ekonać swoim charakterem, Beouf też dał radę (choć średnio lubię jego ryj, to muszę przyznać, że nieźle mu idzie granie sympatycznych chłopaczków). No i Lennox...&lt;br /&gt;Dwójka obdarła ich wszystkich, mało tego - dołożyła nowe postacie, jedna gorsza od drugiej. Chlubny wyjątek stanowi Jetfire - koncept stetryczałego decepticona jak najbardziej udany. Prócz niego, standardowy zestaw Optimus Prime i Bumblebee - jako najbardziej popularne autoboty otrzymali najwięcej czasu antenowego. W zasadzie sekwencje ich potyczek to jedyne sceny, dla których warto było dwójkę obejrzeć. Łącząc je, wyjdzie jakieś 10 minut. Czymże to jest, wobec wieczności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie... cała reszta błędów, wpadek, niedoróbek, patriotyzmów, eposów, kanalizacji, kiści bananów, kuriozów, mimoz, pękniętych jeżów, jakie gościły i gościć będą w twórczości Michaela Baya, goszczą również i tu. Z ich połączonych mocy powstała Upadła Zemsta, cena 14 zł. Dlaczego dajemy się tak ruchać w dupę przez przemysł filmowy? Zemsta jest raczej zjawiskiem, które należy unikać, a tu jeszcze za nią płacę. Najwyraźniej konsument i docelowy odbiorca tego filmu (czyli ja) to człowiek o ograniczonych możliwościach mózgowych - sekwencja ze skaczącymi podczas ucieczki cyckami Megan Fox musiała być powtórzona koło czterech razy w przeciągu pięciu minut, żeby główny bohater (więc i utożsamiający się z nim widz) zrozumiał, że w tym całym pośpiechu współczesności, robieniu kariery, warto czasem się obejrzeć na drugiego człowieka i jego problemy z przekrzywionym stanikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntZG8AURjI/AAAAAAAAAGg/bg8jlZnPAYc/s1600-h/transformers-revenge-of-the-fallen-31.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 108px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntZG8AURjI/AAAAAAAAAGg/bg8jlZnPAYc/s200/transformers-revenge-of-the-fallen-31.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366981356663621170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Meh&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Debił Cahmen: Ja pierdole, co za gówno...&lt;br /&gt;Uucker: Popłakałem się&lt;br /&gt;Gryz Lee: Nie lubie mechów&lt;br /&gt;MisQ: \m/ Bumblebee \m/&lt;br /&gt;Makkuro: Byłem bliski wyjścia z kina&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-5387470912020402058?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/5387470912020402058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=5387470912020402058' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/5387470912020402058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/5387470912020402058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2009/08/transformers-zemsta-upadych.html' title='Transformers: Zemsta Upadłych'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SntXka_XLqI/AAAAAAAAAGI/fWiFGL6xJY0/s72-c/TF2SteelPoster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-3256452345519416279</id><published>2009-06-08T03:23:00.004+02:00</published><updated>2009-10-04T14:08:04.053+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Antychryst</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_Aok3JdBI/AAAAAAAAAFY/pHaLW04qIFM/s1600-h/film_6008_original_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 234px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_Aok3JdBI/AAAAAAAAAFY/pHaLW04qIFM/s320/film_6008_original_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5345703086034351122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od razu uprzedzę, że przy poniższej recenzji najnowszego filmu Larsa von Triera nie będę się bawił w żadne analogie i porównania z poprzednimi dziełami tego duńskiego reżysera. Z racji, że ich nawet nie widziałem, mogę podejść do Antychrysta w sposób jak najbardziej obiektywny, albowiem nie miałem żadnych oczekiwań. Interesowało mnie jedynie, jak taki ambitny reżyser, nagradzany wieloma międzynarodowymi nagrodami, potrafi podejść do tematyki ZUA w konwencji filmu grozy. Okazuje się, że... niekonwencjonalnie (ku rozpaczy tych wszystkich nabuzowanych hormonami nastolatków, oczekujących po tytule czegoś w stylu Omena). Nie mamy do czynienia z przełomem, jednocześnie na tle popularnych obecnie horrorów Antychryst wydaje się być perełką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podział filmu na rozdziały, prolog i epilog okazuje się być całkiem zgrabnym spostrzeżeniem stałych elementów horroru - radosne wprowadzenie, niespodziewany wypadek, narastające napięcie, sięganie zenitu i w końcu puenta. Antychryst zaczyna się zaprawde beztrosko - główni bohaterowie uprawiają seks niczym grządki na pianinie, zaś w tle rozgrywa się prawdziwa tragedia - ich mały syn, który najwyraźniej dogadałby się z Edypem, podpatruje rodziców i zainspirowanych ich aktem prokreacji wyskakuje przez okno. Wszystko zaś w czarno-białych kolorach, przy muzyce klasycznej, w iście impresjonistycznych, zwolnionych ujęciach. Od tego momentu rozpoczyna się jedna, wielka rozkmina między popadającą w nerwicę żoną a jej mężem, psychoterapeutą. Tym jest właśnie pierwsza połowa filmu - próbą leczenia żony i znalezieniem sposobu na przezwyciężenie jej lęku. Całość nabiera zwrotu w zupełnie przeciwną stronę, gdy wybierają się wspólnie do chatki w lesie, gdzie żonka próbowała dokończyć swoją pracę magisterską i gdzie spędziła ostatnie, samotne chwile z synkiem. Właśnie w tym lesie wychodzą na jaw prawdziwe oblicza lęku, których nie sposób opisać i zdiagnozować, jak to próbuje nasz bohater dzielnie czynić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_BuOIfPbI/AAAAAAAAAFg/H4FGzXpoV6A/s1600-h/Antichrist_1405338c.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 125px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_BuOIfPbI/AAAAAAAAAFg/H4FGzXpoV6A/s200/Antichrist_1405338c.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5345704282523909554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zwrot akcji nie jest nagły - Lars konsekwentnie i z logiką prowadzi nas przez cały film, przekładając powolutku odważniki z jednej szalki na drugą. Podobał mi się ten spokój. Rozmowy nie były prowadzone w zawrotnym tempie, po każdej kwestii widz dostaje chwilę, by sobie spokojnie wszystko przemyśleć. A znalazłoby się trochę tych mądrości, bo poruszane przez bohaterów tematy nie mają na celu jedynie budzenia niepokoju, ale i refleksji dotyczących wychowywania czy relacji między mężczyzną a kobietą (tak, brzmi to zabawnie, jeśli się weźmie pod uwagę, że główni bohaterowie co jakieś 10-15 minut czasu filmowego uprawiali seks).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta ambitna otoczka zanika jednak wraz ze znamiennym wypowiedzeniem mocnym growlem "chaos reigns" przez małego, niepozornego lisa. Tak, lisa. Wtedy właśnie jesteśmy świadkami wartko toczącej się akcji, ale...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... ale właśnie ta akcja, tak bardzo potrzebna w horrorach i filmach grozy, tak bardzo potrzebna, by unaocznić zagrożenie, by utrzymać w napięciu do ostatniej minuty, kiedy to przestajemy sobie w końcu z desperacją zadawać pytanie "o Boże, jak to się wszystko do cholery skończy!?"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... ta właśnie akcja wyszła Larsowi średnio. Reżyser postawił na szokowanie, co kłóciło się z subtelnością wcześnejszych ujęć. Na mnie najlepiej działały surrealistyczne ujęcia (bohater stoi, a wokół niego istna "ulewa" żołędzi), budziły prawdziwy niepokój wobec tej "nieokełznanej" przyrody, z którą przyjdzie się panu psychoterapeucie zmierzyć. Zresztą, co kogo bardziej przeraża - niedopowiedzenia czy dosłowność - to kwestia sporna. Mam pretensje z powodu niekonsekwencji formy. Z horroru, który ma w sobie "wszystko dla każdego" wychodzi film nierówny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szokujące sceny brutalności budziły na widowni ogólną wesołość, co mnie niespecjalnie dziwi - film, który z początku cechuje surrealizm, nagle napastuje nas realizmem aż do bólu, i to dosłownie bólu (scena z młotkiem, brr). Całe to ganianie bohaterki po lesie i wykrzykiwanie w kółko dwóch tych samych fraz może staje się po paru minutach irytujące. Jej działanie wychodziło poza jakiekolwiek rozumowanie, ale przerażać to mogło jedynie głównego bohatera, bo dla mnie wyglądało to na pokraczne miotanie się między grozą a komedią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno jest mi w tej sytuacji ocenić grę aktorską, bo jeśli na dwóch aktorów tylko willem dafoe się sprawdza, to daje to jakieś takie na zdrowy rozum około 5/10. No dobrze, przesadzam, Charlotte Gainsbourg też dała radę, rozebrać się przed kamerą potrafi. Za te jej wybryki z ganianiem po lesie i skrzeczeniem w kółko tego samego winą mogę obarczyć zarówno ją jak i reżysera-scenarzystę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochu powagi jednakowoż. Muzyka i udźwiękowienie jest rewelacyjne - narastające fale basów, przytłumione skrzeki, tupoty, inne psychodeliczne motywy, coś, bez czego żaden solidny horror obejść się nie może. Niby te same patenty, a jednak wsłuchując się w ścieżkę dźwiękową do Antychrysta, odczuwałem większe przytłumienie. W kwestii wizualnej pojawia się ta sama kwestia, co do konwencji - raz ujęcia są niesamowicie dokładne, precyzyjne, innym razem obraz staje się taki, jak w "Blair Witch Project", który to zresztą - sądząc z lokalizacji wydarzeń i wątku czarownic - stanowił ważną inspirację dla Larsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_CE_FhqmI/AAAAAAAAAFo/AkCxGQ-qxYQ/s1600-h/2009_antichrist_008.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 395px; height: 219px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_CE_FhqmI/AAAAAAAAAFo/AkCxGQ-qxYQ/s200/2009_antichrist_008.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5345704673621944930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czarownice, szatany, natura. I oczywiście gore. Wybierz jeden, a dostaniesz wszystkie. Całość filmu mógłbym podsumować cytatem "bo to zła kobieta była", ale już jest takie podsumowanie na filmwebie, także sobie daruję oczywisty plagiat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Raczej tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gryz Lee: Znakomite ujęcia...&lt;br /&gt;Zabby: Znakomita muzyka...&lt;br /&gt;Debił Cachmen: kurwa gore na potworze czapka!&lt;br /&gt;Uucker: Nie rozumiem fenomenu tego reżysera&lt;br /&gt;MisQ: Nie rozumiem fenomenu horrorów! Ale i tak was lubię :D&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-3256452345519416279?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/3256452345519416279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=3256452345519416279' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/3256452345519416279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/3256452345519416279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2009/06/antychryst.html' title='Antychryst'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Si_Aok3JdBI/AAAAAAAAAFY/pHaLW04qIFM/s72-c/film_6008_original_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-8721445788834340938</id><published>2008-10-26T19:22:00.013+01:00</published><updated>2009-10-04T14:07:40.819+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gufno'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacyjny'/><title type='text'>Film: Eagle Eye</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQFz7c-zI/AAAAAAAAADU/nMuwaa-wYE0/s1600-h/eagle-eye-movie-poster.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 205px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQFz7c-zI/AAAAAAAAADU/nMuwaa-wYE0/s320/eagle-eye-movie-poster.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270847737164528434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwiastun dawał nadzieję na kolejny film o niedobrych terrorystach, ale wykonany z pomysłowością Wroga publicznego i z klimatem zbliżonym do tego z Dark Knight. Można takie zjawisko w amerykańskim kinie zaobserwować - nie są w stanie wymyśleć niczego przełomowego, to chociaż stare, dobre patenty opakowują mrocznym klimatem bez cukierkowatych happy endów. Z drugiej strony - obejrzenie Eagle Eye rozwiało moje nadzieje na utarcie się takowej tendencji. To pojedyncze przypadki, takie mroczne klimaty. Cała reszta nawet się nie sili na wprowadzenie choćby najdrobniejszej innowacji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sekwencja otwierająca była tak oderwana fabularnie od materiału zwiastunowego, że przez moment ogarnęła mnie wątpliwość, czy aby dobrą salę kinową wybrałem. Jakbym doczytał opis filmu do końca, to może wpadłoby mi w oko słówko "terroryzm" i byłbym przygotowany na takie klimaty. Za grzechy przyszło mi odpokutować jakąś godzinę później - wtedy to film robi się dramatycznie nieoglądalny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim to jednak nastąpi, jesteśmy raczeni scenkami rodzajowymi z życia głównego bohatera w celu zapoznania zarówno z osobowością młodziana jak i jego otoczeniem. Wypada to najlepiej w całym filmie - LaBeoufowi trzeba przyznać, że dał radę przedstawić model wiarygodnego, samodzielnego bohatera. Z kolei dzięki charakteryzacji aż tak nie irytuje swoim ryjem. Krótko mówiąc, otrzymaliśmy postać, za której losami warto podążać.  Jeszcze lepiej wypada postać pana inspektora z FBI, cosik nie idzie mi znalezienie, jak się zwał. W każdym razie oglądanie go było samą przyjemnością, twardogłowy twardziel z mocnymi tekstami i genialną mimoką. Z kolei postać partnerki... może i fakt, że takie uproszczenie jak "jedyne, na czym mi zależy, to życie mojego syna" jest urealnieniem obrazu, ale jej rola w filmie jest minimalna, ogranicza się głównie do MILFowego wyglądania. Nic w zasadzie ciekawszego o niej nie jestem w stanie powiedzieć, chyba tylko tyle, że wybrała sobie za męża arcybuca, który nie potrafi pojawić się w filmie na dłużej niż minutę.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQVNvOiCI/AAAAAAAAADk/OfZFEYlgugA/s1600-h/shia-labeouf-shotgun-03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 280px; height: 257px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQVNvOiCI/AAAAAAAAADk/OfZFEYlgugA/s320/shia-labeouf-shotgun-03.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270848001790609442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ok, czyli o co tak naprawdę chodzi? Otóż właśnie ta dwójka, zanurzona po uszy we własnym gównie, odbywa dziwną rozmowę telefoniczną z tajemniczym, żeńskim głosem. No a później to już jaja totalne - gość znajduje u siebie setki paczek z bronią, babka jest szantażowana życiem zarówno synka, jak i ludzi znajdujących się wokół niej... z początku nieufni względem poleceń tajemniczej rozmówczyni, coraz bardziej zaczynają się czuć kontrolowani przez otoczenie i w końcu rozumieją, że bez dostosowania się nie zdołają przetrwać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak na sensacyjny thriller przystało, jest i sensacja i jest thriller, z przewagą tego pierwszego. Mnóstwo pościgów, uskoków, przeskoków, strzelanin, baranin, itp. Warstwa thrillerowa to głównie Wielkie Poczucie Zagubienia, to jest - Nikt Nic Nie Wie, OCB? No wiadomo - tajemniczy odgłos ze słuchawki, akcja zakrojona na teren całej Ameryki, terroryzm... poczucie strachu, wynikające z niezrozumienia. Twórcom jednak chyba nie podobało się takie trzymanie w niepewności, bo w połowie filmu wyjaśniają, kto za tym wszystkich stoi. A właściwie - co. Czas na spoiler, ale trudno.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jebany komputer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie od tego momentu niejednokrotnie rozlegał się świst opadającego mojego wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXRHFNib1I/AAAAAAAAADs/Ukpalb0rYV8/s1600-h/eagleeyepubg.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXRHFNib1I/AAAAAAAAADs/Ukpalb0rYV8/s200/eagleeyepubg.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270848858495283026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bo tak w zasadzie wyszło, że pierwsza połowa filmu, mimo kilku pojedynczych bzdurności i nierealistyczności, potrafiła przekonać, że taka nieustanna inwigilacja ludzkiego żywota jest czymś jak najbardziej możliwym. W dodatku nie do końca wiadomo było, komu można ufać, a komu nie. Zniesiono jebany podział na dobro i zło, niestety, tylko na jedną godzinę. Później to komputer okazuje się być "tym złym", zaś wszyscy inni, co próbują go powstrzymać są "tymi dobrymi". W zasadzie muszę sobie teraz zaprzeczyć, bo owy komputerek (nawiasem mówiąc, tytułowy Eagle Eye) został tak zaprogramowany, by podjąć "radykalne" kroki, jeśli organ zarządzający państwem nie sprawdzi się w uczciwych, zgodnych z konstytucją, rządach.  Także taki zły, ten komputerek, to on nie jest.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXRLkJNAkI/AAAAAAAAAD0/c91EzRSMnew/s1600-h/eagle_eye_ver3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 135px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXRLkJNAkI/AAAAAAAAAD0/c91EzRSMnew/s200/eagle_eye_ver3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270848935518077506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale żeby komputer? Przecież walka na poziomie maszyna-człowiek była już eksploatowana w literaturze i w filmie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. To zresztą najmniejszy problem, gorzej właśnie z tym zderzeniem dwóch połówek filmu - pierwsza sensacyjna, druga science-fiction. Wciąż science-fiction, bo komputerów - które da się rozwalić za pomocą wbicia im prosto w oko kawałka stali - nie wyprodukowano jak na tę chwilę. A, no i thriller. Jest parę momentów, gdzie wydarzenia toczą się tak zgrabnie i szybko, że nóżka może nerwowo zacząć tuptać w oczekiwaniu na ostateczne rozwiązanie. Jednak nic z tego, cały urok tych scen pryska wraz z ich wydźwiękiem und puentą. Spłyconą.  Wyraźnie widać, że twórcy nie wiedzieli w stronę której konwencji ostatecznie pójść i wyszedł taki misz-masz śmiszny. Wg wikipedii to Spielberg miał to kręcić, ale dał sobie siana. Ktoś to przejął, pozmieniał konwencję genewską ze dwadzieścia razy i mamy stracone 14 zł. Zresztą, sam Spielberg nie zdołałby pewnie tego filmidła uratować, wziąwszy pod uwagę jego obecną kondycję.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQOf5CahI/AAAAAAAAADc/63eUEmMXzYc/s1600-h/eagle-eye-01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQOf5CahI/AAAAAAAAADc/63eUEmMXzYc/s320/eagle-eye-01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270847886404512274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie marnujcie 14 zł, bo was zły komputer zje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Nie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabby: Asłuchalne&lt;br /&gt;Debił: A mogłem za to obiad zjeść!!!&lt;br /&gt;MisQ: Są śmieszne momenty i tyle.&lt;br /&gt;Gryzlee: Nieporozumienie&lt;br /&gt;Uucker: Co za upokarzające zakończenie, idę się zabić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-8721445788834340938?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/8721445788834340938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=8721445788834340938' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/8721445788834340938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/8721445788834340938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/film-eagle-eye.html' title='Film: Eagle Eye'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSXQFz7c-zI/AAAAAAAAADU/nMuwaa-wYE0/s72-c/eagle-eye-movie-poster.png' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-1951048234993666723</id><published>2008-10-26T19:20:00.012+01:00</published><updated>2009-10-04T14:07:11.048+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Film: REC</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6LqVuxRaI/AAAAAAAAAEg/sEusFR5H2HY/s1600-h/rec-poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 227px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6LqVuxRaI/AAAAAAAAAEg/sEusFR5H2HY/s320/rec-poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322845369102583202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobre opinie film ma, przestraszył wielu, straszyć pewnie będzie następne pokolenia widzów, generalnie mamy do czynienia z ważnym filmem. Nie przełomowym, bo koncepcja "filmów, kręconych z ręki" niejednokrotnie się przewinęła po taśmach celuloidowych z historią kinematografii.  Zdaję się tu głównie na opinię Mariana w tej sprawie: spośród nich wszystkich "Rec" został najlepiej zrealizowany, jeśli chodzi o dostarczenie rozrywki. Mimo żem laik, podzielam podobny pogląd.&lt;br /&gt;Twórcy opierają obraz na klasycznym schemacie: beztroskie wprowadzenie, pierwsze zwroty akcji, schizofreniczne napięcie zaczyna narastać, pod koniec karty zostają wyłożone i dochodzi do efektownego zakończenia. Skoro więc wiemy, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, to czyż można się przestraszyć?&lt;br /&gt;Tu właśnie wkracza przewaga filmu kręconego "z łapy" - mimo znanych i lubianych przez krwiożerczych widzów patentów, stajemy się "bliżsi" wydarzeniom z ekranu. Niejako bierzemy w tym wszystkim udział, a przecież horror potrafi nas skutecznie przestraszyć dopiero w momencie, gdy zaczynamy wierzyć w autentyczność obrazu. REC potrafił na krótki moment uśpić moją logikę i obezwładnić mnie iście klaustrofobicznym strachem. Chociaż jest o zombiakach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6L2K4zzPI/AAAAAAAAAEo/i3cEFNP2Gxw/s1600-h/Rec.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6L2K4zzPI/AAAAAAAAAEo/i3cEFNP2Gxw/s200/Rec.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322845572350332146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A może DZIĘKI TEMU, że jest o ZOMBIAKACH? O tych słodkich, obdartych z marzeń i kawałka wątroby zakopanych pod ziemią stworzonkach? O tych biedakach, obdartych z godności i zahamowań? O tych bezmózgich i powolno/szybkich (w zależności od wizji reżyserskiej) istotach, które bez jakiegoś szczególnego powodu zawzięły się na eksterminację wszystkich żywych ludzi? Lubię zombiaki za ich szczerość. I masowość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6MEz9nIMI/AAAAAAAAAEw/iEUtrwBIVus/s1600-h/db3c7ebb380b1fa9.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 108px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6MEz9nIMI/AAAAAAAAAEw/iEUtrwBIVus/s200/db3c7ebb380b1fa9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322845823894495426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W REC zapomnijmy o milionowych armiach tychże zombiaków. Całość rozgrywa się w pewnej hiszpańskiej kamienicy, do której na wezwanie przybywają strażacy. Towarzyszą im dziennikarze z telewizji - śliczna i urocza Angela oraz kamerzysta Pablo. To właśnie dzięki ich redaktorskiej uprzejmości, dzięki ich zamiłowaniu do reportaży no i dzięki ich kamerze możemy film obejrzeć. Z początku relacja z życia przeciętnego, hiszpańskiego strażaka przeradza się w autentyczny dokument o pewnym zmutowanym wirusie, co nieopatrznie zaczął się rozprzestrzeniać po całej kamienicy, zmieniając ich spokojnych mieszkańców w krwiożercze, zaraźliwe zombiaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6MbxdG3NI/AAAAAAAAAE4/eieIKKb2LrA/s1600-h/24461.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6MbxdG3NI/AAAAAAAAAE4/eieIKKb2LrA/s200/24461.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322846218358283474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Brzmi głupio, tak jak pan Bóg przykazał. Ale bez obaw, za grzech głupoty twórcy nie będą nieczyści aż do wieczora. Jak wspomniałem wyżej, realizacja całości budzi mój szczery podziw. Nie jest tak, że strażacy od samego początku stawiają czoło zmutowanej armii zombiaków. Stopniowo, powoli, bez pośpiechu. Nie od początku wiadomym jest, że za tym wszystkim stoi wirus. Mamy do czynienia z jednym atakiem, dwoma ofiarami śmiertelnymi i otoczeniem budynku przez kordon policji. Takie preludium znakomicie zacieśnia poczucie bezpieczeństwa, zarówno bohaterów, jak i widzów. Później całość zwalnia, kładzie się nacisk na bliższe zapoznanie z wszystkimi postaciami, co by było nam bardziej przykro w chwili, gdy zginą. Ostatnie zaś 40 minut to już jazda bez trzymanki. Poczynione przez bohaterów względy bezpieczeństwa w kilka chwil trafia szlag, coraz mniej pozostaje osób niezarażonych, aż w końcu całość rozwiązuje się w najwyższym pokoju kamienicy, gdzie ongiś mieszkał pewien szalony ksiądz, bawiący się w egzorcyzmy, blablabla i tak dalej i tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6NciDHRxI/AAAAAAAAAFI/mlwLHbY6c9k/s1600-h/Rec.obrazek.5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 108px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6NciDHRxI/AAAAAAAAAFI/mlwLHbY6c9k/s200/Rec.obrazek.5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322847330914223890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Teraz sobie o tym tak beztrosko piszę, ale podczas oglądania, w miarę jak całość wymykała się spod kontroli, to momentalnie czułem, jak coraz więcej stabilnego gruntu umyka mi spod nóg. Przekonała mnie przede wszystkim kreacja aktorska - może nie są to znane całemu światy wielkie gwiazdy pokroju Brada Pitta, może i zagranie zwykłych, przeciętnych ludzi nie stanowi dla wprawionych aktorów jakiegoś większego problemu, a jednak rzadko kiedy miewam okazję zobaczyć tak znakomicie zagrany strach. Zwykle odrzuca mnie w horrorach przesadność takowych kreacji, tu zaś mamy eksplodującą, pełną hiszpańskiego temperamentu mieszankę podenerwowania z przerażeniem. Żadnych piskliwych krzyków, wielkich oczu, rozwartych w ni to zdziwieniu ni w strachu min - kawał wiarygodnej roboty. Tym bardziej zasługująca na pochwałę, że ujęca w filmie kręconym "z łapy" są znacznie dłuższe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6N2uTw3xI/AAAAAAAAAFQ/bZnB7C-nWx8/s1600-h/1817198_rec3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6N2uTw3xI/AAAAAAAAAFQ/bZnB7C-nWx8/s200/1817198_rec3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322847780881882898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie obędzie się jednak bez kolców na dupsku zombiaka. Gotowy schemat opowiadanej historii uświadamia nam, że film jest reżyserowany. W aspekcie następujących wydarzeń twórcy nawet nie próbują jakoś zakamuflować tego faktu. Dziewczynka atakuje dokładnie w momencie, gdy okazuje się być zarażona, zombiak atakuje dokładnie w momencie, gdy kamera sfilmuje cały strych, tego typu rzeczy obnażają sfingowanie całokształtu. Nie jest to jednak przesadna wada, bo w natłoku wydarzeń widz nie dostaje zbyt wiele czasu do namysłu nad obrotem sfer celuloidowych i myśli się jeno o ucieczce z tej przeklętej kamienicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem jeszcze jedną wadę do wymienienia, ale zapomniałem. Pewnie nie była specjalnie istotna. Ludziska głównie narzekają na ową przewidywalność, ale z drugiej strony prawdziwe przewidywalnie byłoby w momencie "starcia z głównym sprawcą ZUA i wesolutkie jak murzynek w piaskownicy zakończenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6Mpk4nsCI/AAAAAAAAAFA/C6C-ckRHtNk/s1600-h/24460.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6Mpk4nsCI/AAAAAAAAAFA/C6C-ckRHtNk/s200/24460.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322846455502188578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W niecałych 90 minutach twórcom udało się zamknąć sporą dozę horroru opartego głównie na akcji i klaustrofobii. Nie rzucali się z motyką na słońce, wiedzieli na czym stoją i w mojej opinii doskonale się wywiązali z postawionego sobie zadania. Niepokoją mnie jedynie pogłoski o kontynuacji... nie powiem, nie zdradzono wszystkich sekretów, nie odpowiedziano na wszystkie pytania, ale to właśnie te niedomówienia sprawiają, że niejednokrotnie obejrzę się za siebie, gdy wkroczę do słabo oświetlonej klatki kamienicy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Tak.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Debił: Zombie, niezła dupa, groovy&lt;br /&gt;Uucker: Zakończenie takie, jakie winno być.&lt;br /&gt;Gryzlee: Czy ja wiem, to już było wszystko.&lt;br /&gt;Zabby: Nie ma muzyki, to nie oglądam.&lt;br /&gt;MisQ: Haha, braaains.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-1951048234993666723?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/1951048234993666723/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=1951048234993666723' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/1951048234993666723'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/1951048234993666723'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/film-rec.html' title='Film: REC'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/Sd6LqVuxRaI/AAAAAAAAAEg/sEusFR5H2HY/s72-c/rec-poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-2803477250884893517</id><published>2008-10-17T22:22:00.008+02:00</published><updated>2009-10-04T14:06:56.027+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacyjny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film akcji'/><title type='text'>Film: The Rock</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQbzgmR8I/AAAAAAAAACc/qNFR4iEKl0E/s1600-h/1224273529438.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQbzgmR8I/AAAAAAAAACc/qNFR4iEKl0E/s200/1224273529438.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258252109801211842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jakie są filmy Michaela Baya, każdy widzi. Efektowne, amerykańskie, napompowane sztucznym patosem, itp. Facet potrafi przekuć potężny budżet w solidną, patriotyczną papkę, której ciężko jest cokolwiek zarzucić, chociaż czuje się niedosyt. Takie mam właśnie odczucia po obejrzeniu The Rock - uważany za jego najlepsze dokonanie. Cóż, może właśnie ta opinia postawiła filmowi poprzeczkę na zbyt wysokim poziomie i stąd moje burzczando w brzuszku. W trakcie pisania może zrozumiem, co w tym filmie jest nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest jeno pretekstem (to jeszcze nie jest zarzut) - zbuntowany żołnierz, przejęcie zakładników, groźba wystrzelenia rakiet w San Francisco - typowy villain, któremu stawić czoła musi cyniczny chemik, pracujący dla FBI (Nicolas Cage) oraz były więzień Alcatraz, któremu dawno temu udało się stamtąd uciec (nierozjebywalny Sean Connery). To film akcji, liczą się głównie efektowne ujęcia&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQvQ-XfOI/AAAAAAAAACs/K0htdIMsseM/s1600-h/theRock.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQvQ-XfOI/AAAAAAAAACs/K0htdIMsseM/s200/theRock.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258252444128214242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;, akcja wyciskająca łzy z oczu, garść twardych, męskich tekstów i kobiety. Jest ich całe dwie, ich udział w filmie jest znikomy; w zasadzie to chyba najgorzej wykreowane postacie. Jedyną ich rolą jest motywowanie naszych bohaterów do dalszego działania (wybuch San Francisco = śmierć obu niewiast). That's sexist, ale trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wręcz odwrotnie jest z kreacją Seana i Nicolasa - na oswojenie się z ich zwyczajami, poglądami, historią poświęcona jest prawie cała godzina filmu. Podobnie jest zresztą z głównym villainem, ale pełen obraz jego motywów ujawnia się dopiero pod koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQ4XQk3EI/AAAAAAAAAC0/Y-F_-8xhvco/s1600-h/The+Rock+pic+2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQ4XQk3EI/AAAAAAAAAC0/Y-F_-8xhvco/s200/The+Rock+pic+2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258252600434023490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tu dochodzimy do pewnej prawidłowości, którą dostrzegłem również przy oglądaniu Transformersów - film się toczy przez jakieś półtorej godziny w tempie zatrważająco nieciekawym, by móc się solidnie rozbujać dopiero pod sam koniec. Takie stopniowanie napięcia to bardzo dobre rozwiązanie w filmie akcji, może dlatego, że dobry film akcji musi być jak porządny mężczyzna. A porządnego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, nie zaczyna.&lt;br /&gt;W The Rock trzeba się jednak naczekać na ten solidny zwrot sytuacji. Po nim następuje część filmu, do której naprawdę jest mi ciężko się doczepić. Wcześniej niejednokrotnie w oczy rzucały się pewne nieścisłości czy dziwaczne zachowania postaci, dopiero pod koniec wydarzenia nabrały tempa i wewnętrznej, spójnej logiki. Mogę nawet powiedzieć, że końcówka zrekompensowała mi wcześniejsze rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjaśnię, o co chodzi. Otóż po pierwszych dziesięciu minutach widać wyraźnie, że film próbuje się utrzymać w konwencji realistycznej - używana w świecie filmu technologia nie je&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkRr4owlOI/AAAAAAAAADE/kIlbKmGOoF8/s1600-h/mtvTop.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkRr4owlOI/AAAAAAAAADE/kIlbKmGOoF8/s200/mtvTop.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258253485567153378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;st na wyrost zaawansowana, akcje są przeprowadzane z pomocą realistycznych taktyk, nawet motywy villaina są dość racjonalne - chciał pieniędzy dla rodzin tych żołnierzy, którzy zginęli pod jego dowództwem. Cała ta realistyczna otoczka pęka w chwili, gdy profesjonalni żołnierze przez przypadek upuszczają na podłogę gaz XV, który to zresztą próbowali przejąć. Cały ich profesjonalizm prysnął. Coś w stylu "ZOMG, wynoszą jakąś broń, ZOMG upuścili to, o krva, ale masakrę to czyni, dobrze, że to zobaczyłem na własne oczy, teraz lepiej rozumiem, jak bardzo są niebezpieczni, wymierzając tę broń przeciwko politycznie poprawnym obywatelom amerykańskim". Tego typu scenek znalazłoby się jeszcze kilka - takich, co po prostu MUSZĄ coś unaocznić. Nie podoba mi się robienia z widza idioty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plus ogólny patriotyzm. Żołnierze, Ameryka, walka, wierność, honor, srutu tutu. W przeciwieństwie jednak do Transformersów, żadna ze stron nie była ukazana w jasno określonych barwach. Nikt nie był bez winy, zarówno "terrorystyczni" żołnierze, jak i rząd amerykański. Dobrze się w ten konflikt wpasowały wahania Cage'a, co przez dłuższy czas nie mógł nikogo zastrzelić. Nie żeby nie wiedział, po czyjej stronie się opowiedzieć, po prostu jego emocje silniej splatały się z emocjami widza - to on raczej był niezdecydowany, komu przyznać rację. Na szczęście tuż obok był nierozjebywalny Sean Connery, co naprowadził bohatera na słuszną drogę życia zgodnie z własnymi, nienarzuconymi przez nikogo zasadami. Nie ma jednego momentu, od którego widzimy znacznie bardziej zdecydowanego Cage'a, zmiana ta zachodzi powolutku, ze sceny na scenę, tu duży plus.Wciąż jednak czuję niedosyt, i to, o dziwo, w związku z postacią graną przez nierozjebywalnego Seana Connery. Taki niezdecydowany, niby ma wszystko w dupie, a zaraz potem mu zależy, potem znowu mu się odwidzi i znowu wraca...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkRRVPYKJI/AAAAAAAAAC8/2tdPsgiJPCE/s1600-h/rock30.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 311px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkRRVPYKJI/AAAAAAAAAC8/2tdPsgiJPCE/s200/rock30.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258253029388855442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Są zalety, są wady. Może faktycznie za dużo wymagam od prostego filmu akcji, a może film po prostu nie przetrwał próby czasu i nie potrafi w pełni zadowolić kogoś takiego jak ja, z pokolenia matriksowego. Nie można mu odmówić świetnych zdjęć, ciekawych postaci, przemyślanego scenariusza (mimo tych kilku nieścisłości) no i genialnego zakończenia. Ale czy wrócę do tego filmu drugi raz? Szczerze powątpiewam.&lt;br /&gt;Ocena: No nie wiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabby: Jebać Hansa Zimmera. Chyba.&lt;br /&gt;Debił: Ale mnie ten Cage i Connery wkurwiali, geje z dupy!&lt;br /&gt;MisQ: Co chcecie, dużo akcji, a i pośmiać się też można było.&lt;br /&gt;Gryz Lee: Zakończenie było słabe przecie, reszta niezgorsza.&lt;br /&gt;Uucker: Podobało mi się ukazanie, jak bardzo nasi zwierzchnicy starają się nas wyruchać.&lt;br /&gt;Jonasz: Nie znam, 2/10&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-2803477250884893517?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/2803477250884893517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=2803477250884893517' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/2803477250884893517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/2803477250884893517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/film-rock.html' title='Film: The Rock'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPkQbzgmR8I/AAAAAAAAACc/qNFR4iEKl0E/s72-c/1224273529438.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-6348913635959735173</id><published>2008-10-16T01:18:00.007+02:00</published><updated>2009-10-04T14:06:19.659+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><title type='text'>Film: Evil Dead 3 - Army of Darkness</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaH4phYGPI/AAAAAAAAABU/kr2i8r6AVtc/s1600-h/evil_dead_3_1.jpe.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaH4phYGPI/AAAAAAAAABU/kr2i8r6AVtc/s200/evil_dead_3_1.jpe.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5257539022289901810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Idąc za ciosem piły mechanicznej Asha, pyknęliśmy sobie wszystkie części Evil Dead w jedną noc. Zważywszy na zaburzenie chronologii w recenzowaniu... to skończę na pierwszej części, a teraz zajmę się niezobowiązującym pianiem bitek czy biciem piany, ciokolwiek.&lt;br /&gt;Nie, bicie piany to tu może być tylko ze spazmatycznego śmiechu. Sam Raimi przeszedł samego siebie; rozszerzył koncepcję walki ze złem na całą średniowieczną krainę, do której to Ash przypadkiem trafia pod koniec drugiej części. Nawiasem mówiąc, druga część zdaje się być najmniej konsekwentna, jeśli chodzi o spajanie ze sobą jedynki z trójką - zarówno początek, jak i końcówka nijak mają się do faktycznych zdarzeń. Pod koniec dwójki Ash, rozwaliwszy łeb jednego z demonów, wyrasta na bohatera z przymusu, natomiast trzecią część otwiera scenka Asha zakutego w dyby. No ale to taka dygresja, bo i po paru dłuższych minutach, kiedy to bohater odzyskuje piłę mechaniczną, zaczyna się nieźle rządzić na zamku.&lt;br /&gt;Zamku, zamku... to niewiarygodne, ale jeśli chodzi o ogólny zarys fabuły, to zakasowane zostają absurdy i nieścisłości części poprzednich. Tak kuriozalnej walki ze złem to ja jeszcze na ekranie nie widziałem. W ogóle sama ewolucja filmu i głównego bohatera to dla mnie największa zaleta tej serii; z niskobudżetowego horroru do komedii przygodowej; z przeciętnego młodzieniaszka, walczącego o przetrwanie, do twardziela pokroju rambo bambo, ratującego świat.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaH_FXugqI/AAAAAAAAABc/cbG5SQ-5VPc/s1600-h/evil_dead_3_10_enterre.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 263px; height: 149px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaH_FXugqI/AAAAAAAAABc/cbG5SQ-5VPc/s200/evil_dead_3_10_enterre.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5257539132844835490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Coraz większy budżet, to i można było zaszaleć. Nie jesteśmy już ograniczeni tym małym laskiem pełnym entów-gwałcicieli, to już jest potężna kraina w konwencji zamkowego fantasy z nieodłącznymi zbrojami, cmentarzami, wieśniakami... oraz magią. Chociaż w przypadku AoD możemy raczej mówić o fantastyce naukowej, bowiem wraz z ashem do przeszłości przeniósł się również jego samochód. A tak się śmiesznie złożyło, że w bagażniku znalazło się mnóstwo podręczników na temat współczesnej nam mechaniki, wiedzy na temat wytwarzania prochu, itp. Oczywiście tej skondensowanej w jednym bagażniku wiedzy Ash nie omieszka wykorzystać w końcowej potyczce z tytułową armią ciemności...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy rzeczywiście jest taka groźna jak jej nazwa? Już wcześniej wspominałem o ewolucji tej serii w stronę komedii przygodowej. Jakakolwiek groza, wszechobecna choćby w jedynce, zostaje zredukowana nieomal do zera. Nieomal, bo wciąż bywają momenty, gdy obraz trzyma nas w napięciu. Z kolei gdy napięcie ulega ostatecznemu rozładowaniu, nie podskakujemy ze strachu, a raczej ze śmiechu. Jeśli wydawało mi się, że dwójka jest absurdalnie zabawna, to trójka musi się nam jawić jako absurdalnie absurdalna, a jak wiemy z tautologii, takie wyrażenie nie ma racji bytu. W zasadzie cokolwiek by Ash nie przedsięwziął, cokolwiek by nie powiedział, zawsze zostanie to uzupełnione taką dawką absurdu... zresztą, co tu się będę produkował, sceny w młynie, sceny wyboru księgi, to są rzeczy, który każdy winien ujrzeć, choćby dla przedłużenia sobie życia tym wybornym śmiechem.&lt;br /&gt;AoD to również znakomity zbiór wybornych cytatów w stylu : "Good? Bad? I'm a guy with the gun", lub "I am bad... but I feel good!". Wszystko, co tylko Ash powie aż wycieka konkretem, złotem oraz bezlitosną logiką filmowego twardziela, co walczy jeno w swoim interesie, a dobro to tak przy okazji. Oczywiście nasz twardziel niejednokrotnie mięknie wobec przedstawicielek płci pięknej (do których szczęścia za dużo nie ma, a to Zło je owładnie, a to Rączka dziabnie...). To znaczy, najpierw one miękną wobec jego badassowatości, dopiero potem wymuszają na nim konkretne działanie, nakierowują go na odczuwanie wyrzutów sumienia, ogólnie ich motywują. Zupełnie inna jest zaś postawa Zła do głównego bohatera. Nieważne, jak wielkim twardzielem by się nie stał - Zło zawsze robi sobie jaja z niego. Nie ma żadnej konkretnej personifikacji Zła (w sumie Śmierci, zgodnie z tytułem oryginalnym), ale jest ono wszechobecne, na&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaIVrn0IRI/AAAAAAAAABk/tZGVkozT9WI/s1600-h/ashfig.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaIVrn0IRI/AAAAAAAAABk/tZGVkozT9WI/s200/ashfig.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5257539521069981970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; swoim motocyklu w postaci kamery, w armii szczękających szkieletów, w pułapkach ukrytych w fałszywych egzemplarzach Księgi Martwych, czy tez w iluzji mikro-ashów, jakie powstają do życia z rozbitego lustra. Ash jest nieustannie wystawiany na kolejne próby, a im większym staje się twardzielem, tym zabawniej się to prezentuje. Nawet ostateczna walka z własnym dead-alter-ego to w gruncie rzeczy przymrużenie oka do dualizmu wewnętrznego, które wcale nie musi być tak traumatycznie przeżywane, jak to ma miejsce w innych filmach (choćby w nowym batmanie). Zresztą, dopiero w tej części objawia się jego niedbałość o detale, gdyż zapomina dwóch bardzo ważnych inkantacji. Czy bohater tego pokroju może sobie pozwolić na podobne wpadki? Oczywiście, że nie, stąd właśnie absurd leje się strumieniami w nasze przysadki mózgowe.&lt;br /&gt;Z niecierpliwością czekam na czwartą część, o ile w ogóle powstanie. Powinna, choć w zasadzie nie mam pewności, czy ta seria może popaść w jeszcze większe absurdy. Przy dzisiejszej technologii możnaby się pokusić o rozwiązania, które nie były możliwe 10 lat temu, a z kolei nadmierna perfekcja w animacjach komputerowych mogłaby zniszczyć ten urok kiczowatości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Raczej Tak&lt;br /&gt;Opinie:&lt;br /&gt;MisQ: Doskonałe, perfekcja, mistrzostwo, Adam Małysz. Poważny konkurent dla Graala.&lt;br /&gt;Debił Cahmen: Nudnykurwa&lt;br /&gt;Uucker: Nadmierne uproszczenia, nie podoba mi się takie coś.&lt;br /&gt;Makkuro: Początek nieco powolny, ale ładnie się wszystko rozkręca aż do świetnie zrealizowanej sceny końcowej. Tak mogłaby wyglądać czwórka.&lt;br /&gt;Zabby: Pomyliłem pokoje, liczyłem na cyberpunkowe walki ze złem.&lt;br /&gt;Jonasz: Nie znam, 2/10&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-6348913635959735173?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/6348913635959735173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=6348913635959735173' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/6348913635959735173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/6348913635959735173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/film-evil-dead-3-army-of-darkness.html' title='Film: Evil Dead 3 - Army of Darkness'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SPaH4phYGPI/AAAAAAAAABU/kr2i8r6AVtc/s72-c/evil_dead_3_1.jpe.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-6362136774616975247</id><published>2008-10-06T02:15:00.008+02:00</published><updated>2009-10-04T14:03:52.021+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Film: Evil Dead 2 by Gryz Lee</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlZpmI16uI/AAAAAAAAAA8/l2_wPKyKTs8/s1600-h/Evil_Dead2_poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlZpmI16uI/AAAAAAAAAA8/l2_wPKyKTs8/s320/Evil_Dead2_poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5253829011451538146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie miedzy innymi zaczynał reżyser nowych Spider-Manów. Od prostych horrorów, gdzie grupka nastolatków staje do walki ze Złem Absolutnym, co objawia się w formie opętania przez diabły (i wyglądaniu jak zombie), kamery na motocyklu oraz bandy entów, co młode dziewice gwałci. Jeśli w jedynce lekko mnie drażniło to rozdarcie miedzy klasycznym horrorem a komedia, tak w dwójce pójście w stronę komedii zdało u mnie egzamin na piątkę. Poprzednio obserwujemy głównego bohatera Asha:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlaeCegDVI/AAAAAAAAABM/8TFoNA0T1H0/s1600-h/w38576088.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlaeCegDVI/AAAAAAAAABM/8TFoNA0T1H0/s200/w38576088.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5253829912411770194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;jak ostrożnie się skrada, jak cały poci się ze strachu, jak wiele wyrzeczeń kosztuje go zabijanie własnych przyjaciół, opętanych przez demony. Teraz zaś parskamy ze śmiechu przy każdym jego spazmatycznym upadku, każdym tekście (groovy.), po ogólną postawę i ostateczne zdeterminowanie do wyrwania się z tego małego piekiełka. Zbyt dużo jest tu motywów, które wzbudzają ogólna wesołość, by wymienić je wszystkie. Sztuczne aktorstwo, niezrozumiale reakcje bohaterów (paniczna ucieczka z krzykiem, przebiegniecie ze stu metrów, nagle zatrzymanie bez powodu i całkowity spokój); paradoksalnie jedynie dodają uroku. Żeby zaś nie było, ze sukces filmu oparty jest jedynie na jego "spartaczonych" momentach, to warto zwrócić uwagę na rozwiniecie formuły poruszania się Zla (ruchy kamer to już nie tylko na motocyklu się odbywały, obraz również się zniekształca). Niektóre przejścia miedzy scenkami zasłużyły sobie na pochwale, szczególnie zapamiętało mi się przejście do sceny rozbijania oprawki ze stronicami Necromoblablacostam. Zważywszy większy budżet, to i efekty specjalne straciły swoja pomysłowość z części poprzedniej, ale stara, dobra animacja poklatkowa robi robotę. Może jedynie ograniczenie efektów muzycznych nie uważam za dobre posuniecie. Brak muzyki bywa bardziej przerażający niż jej obecność, ale przecież ta cześć nie wygląda mi na taka, której zamierzeniem jest straszyć widza. Za to dźwiękowiec się spisał - wszelakie suspense są prześwietnie zmajstrowane, wzbudzają tak ogromne salwy śmiechu, ze gotów bylem zlecieć z krzesła, co tez mario potwierdzi. Fani mogli się trochę zawieść, ze nastąpiło znaczne ograniczenie gore i ogólnej zgnilizny w stosunku do poprzednika, ale moim oczkom ułatwia to jedynie rozkoszowanie sie tym obrazem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlaCIsb5vI/AAAAAAAAABE/3FmZQhzv7jw/s1600-h/evildead2_02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlaCIsb5vI/AAAAAAAAABE/3FmZQhzv7jw/s200/evildead2_02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5253829433044494066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Starczy mojego pitolenia, zakonczenie jest jednoczesnie przegenialna, wrecz monty pythonowa furtka do nastepnej czesci. Czuje sie w obowiazku obejrzec do konca losy Asha pilorecznego, co ratowac swiata nie chce, lecz musi. Az sobie jelenia na scianie powiesze i oddamy sie wspolnie rozrywce kuriozalnego smiechu z calego otoczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opinie innych:&lt;br /&gt;MisQ: Uśmiałem się do łez, doskonała komedia w sam raz dla całej familii w dziadkiem włącznie&lt;br /&gt;Debił Cahmen: Nie lubię horrorów, ten też chujowy&lt;br /&gt;Uucker: Nie lubię komedii, tej też nie lubię.&lt;br /&gt;makkuro: Cenię sobie zarówno jedynkę jak i dwójkę, obie w oddzielnych kategoriach wagowych&lt;br /&gt;Zabby: Gdzie jest muzyka? Poza tym świetne. Chyba?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-6362136774616975247?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/6362136774616975247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=6362136774616975247' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/6362136774616975247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/6362136774616975247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/film-evil-dead-2-by-gryz-lee.html' title='Film: Evil Dead 2 by Gryz Lee'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlZpmI16uI/AAAAAAAAAA8/l2_wPKyKTs8/s72-c/Evil_Dead2_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-4101576392002050169</id><published>2008-10-05T02:21:00.006+02:00</published><updated>2009-10-04T14:02:59.999+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Film: The Onion Movie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOgJT3xub-I/AAAAAAAAAAY/AHN-8-s2Xnk/s1600-h/theonionmoviedvd.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOgJT3xub-I/AAAAAAAAAAY/AHN-8-s2Xnk/s320/theonionmoviedvd.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5253459202322362338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z ust kolegi Lukiego padło jeno hasło "seans filmowy". Ponieważ tytuł filmu niewiele mi mówił, zajrzałem na filmweb, przeczytałem co i jak, usłyszałem rechot z sąsiedniego pokoju i dołączyłem do oglądania tej satyrycznej komedii, wyśmiewającej amerykańską kulturę telewizyjną.&lt;br /&gt;Spodziewałem się humoru klozetowego. I rzeczywiście, takowy otrzymałem, ale opakowany w atrakcyjny sposób i przewiązany absurdem, niekiedy dorównującym brytyjczykom z monty pythona. Struktura filmu to mnogość wszelakich scenek rodzajowych, reklam, programów, wywiadów, relacji, słowem - filmowych form telewizyjnych, które łączy onion news - światowej sławy serwis informacyjny. Jeśli miałbym z tego filmu wyłonić główny wątek, to pewnie będą to dylematy moralne prezentera telewizyjnego Normana. Co jakiś czas, oburzony bezczelną reklamą i promocją w czasie trwania serwisu, kieruje się w stronę biura szefostwa i próbuje przywrócić dobre imię telewizji; oczywiście bezskutecznie. Rozwiązanie tego problemu następuje w formie podsumowania prawie WSZYSTKICH wcześniejszych wątków z filmu, połączonych w jedną, wielką parodię propagandy wojennej, różnic rasowych, promocji, reklamy i oczywiście amerykańskiego, sztucznie napomopowanego patriotyzmu.&lt;br /&gt;Wiele scen mnie rozbawiło, wiele zaskoczyło, znalazło się kilka rozczarowań, policzyć je mogę na palcach jednej ręki i to ręki hokeisty Lareux (jedna z postaci w filmie, chyba mój faworyt, obok Uzbrojonego Bandyty). Byłem w ciągłej obawie, czy też aby twórcy nie pogubią się w tej mnogości scenek i czy aby nie spartolą podsumowania dla prezentowanego w krzywym zwierciadle zjawiska kultury masowej. Mogę powiedzieć, że poradzili sobie z tym zadaniem bardzo dobrze. Poruszyli różnorakie tematy, zabawiali się formami filmowymi i płynnie przeszli do zakończenia, trzymając się konsekwentnie strony satyrycznej.&lt;br /&gt;Wśród listy płac jedyne znane mi nazwiska to Steven Seagal (w roli almighty Cock Punchera) oraz znany i lubiany David Zucker, który jest producentem całego filmu. To wam może wystarczająco dużo powiedzieć, w jakiej konwencji humorystycznej utrzymana jest całość. No, może więcej tu faktycznie satyry niż w Nagiej Broni, ale i tak niejeden raz przecierałem oczy ze zdumienia na widok kilku motywów tak kosmicznie absurdalnych, że powinno się tego zabronić...&lt;br /&gt;Jak wspomniałem wyżej, znalazło się kilka rozczarowań. Głównie mam na myśli pojedyncze scenki, przy których przesiedziałem z jednostajnym wyrazem twarzy, choć obraz aż emanował hasłem: "pora na śmiech, uuckerze jeden". Bo i nie jest to humor specjalnie górnolotny, sporo żartów na tle rasistowskim, wyznaniowym, seksualnym... Film się broni, bo w zamyśle naśmiewa się wręcz z ludzi, których takie żarty śmieszą. Nawet więcej - jakikolwiek zarzut w stronę tego filmu może być chybiony właśnie ze względu na jego specyficzny charakter komedii, parodiującej niekiedy samą komedię. Ale zaplątałem, nieprawdaż? A chciałem jeno rzec, że poziom humoru nie jest równy. Są momenty totalnie miażdżące te małe drobiny mózgu odpowiedzialne za produkcję hormonu śmiechu, a i są takie, co budzą zdziwienie i/bądź zażenowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Się rozpisałem, pora zakończyć. Przekaz filmu specjalnie odkrywczy nie jest, za to dawno nie spotkałem się z zaprezentowaniem go w tak spójnej formie. Film również zapamiętam jako galerię bardzo charakterystycznych postaci z Cock Puncherem na czele. A jak się komuś nie spodoba... cóż, nie sądzę, by ten ktoś miał jaja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Raczej na tak&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-4101576392002050169?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/4101576392002050169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=4101576392002050169' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/4101576392002050169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/4101576392002050169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/film-onion-movie.html' title='Film: The Onion Movie'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOgJT3xub-I/AAAAAAAAAAY/AHN-8-s2Xnk/s72-c/theonionmoviedvd.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2039645303702894505.post-5618286356048788242</id><published>2008-10-01T15:47:00.002+02:00</published><updated>2008-10-05T03:32:06.139+02:00</updated><title type='text'>Zabby rozpoczyna swoja ere horyzontow</title><content type='html'>Mam juz bloga, ale coz z tego? Ten bedzie przeznaczony do recenzji. Nie zebym sie znal, ale polecic pewne filmiki moge, odradzic tez moge, tak samo z muzyka und innymi mediami.&lt;br /&gt;Pomoga mi starzy, dobrzy mieszkancy Leza Pythonowego oraz Mario 66. To nam rzuci nieco wiecej swiatla na wszelakie obiekty recenzowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za niedlugo cos sklecimy&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2039645303702894505-5618286356048788242?l=mckurro.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mckurro.blogspot.com/feeds/5618286356048788242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2039645303702894505&amp;postID=5618286356048788242' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/5618286356048788242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2039645303702894505/posts/default/5618286356048788242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mckurro.blogspot.com/2008/10/zabby-rozpoczyna-swoja-ere-horyzontow.html' title='Zabby rozpoczyna swoja ere horyzontow'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
