czwartek, 6 sierpnia 2009

Transformers: Zemsta Upadłych

A raczej Upadła Zemsta. Reżysera, nawiasem mówiąc. Michael Bay w najlepszej formie kiczu. Przez moment obawiałem się, że nastał kres sequeli gorszych od poprzednika. I że po udanej jedynce Bay naumiał się robić filmy. Dzięki Bogu, reżyser naprawdę, ale to NAPRAWDĘ się skupił, zebrał pieniążki i wszystkie siły wewnętrznego zen kiczowania, by tym razem spieprzyć.

O co chodzi (a raczej, o co biega, pędzi, lata, transformuje) w Transformersach, tłumaczyć chyba nie trzeba. Zwyczajna rozwałka na trochę większą skalę niż zabawy w piaskownicy, które tak dobrze pamiętamy z naszego dzieciństwa. Mile wspominam serial animowany, zabawki i inne gadżety. Nie była to jakaś wielka mania, ale koncepcja maszynerii transformującej się w wielkie roboty i pomagające rodzajowi ludzkiemu była ciekawa. A właściwie - dalej jest ciekawa, przecież technologia rozwija się ostatnimi czasy w zastraszającym tempie, stąd pomysł na ekranizację przygód Optimusa Prime'a i jego koleżków we współczesnych realiach po prostu musiał się udać.

Pierwsza część faktycznie się udała, choć nie powiem, miałem obawy, wiedząc, komu przyznano prawa do reżyserii. Wstawki patriotyczne, przesadna epickość, humor niewysokich lotów - wszystko to blednie wobec finałowego starcia, które zostało intensywnie napchane konkretną akcją, bez nadmiernego komplikowania fabułą. Transformers nr 1 zdał egzamin na piątkę, był widowiskowy, taki właśnie miał być.

Dwójka zaś... cóż, nie dość, że powtarza wszystkie błędy jedynki, to jeszcze dopuszcza się grzechów na polu, gdzie jest to niedopuszczalne.

Po pierwsze, akcja, a raczej jej poszatkowanie. Jestem gorącym przeciwnikiem nadmiernego fabularyzowania filmów akcji. Zaburzenie tych proporcji owocuje mnożeniem wątków na siłę, a jak jest za dużo wątków, to robi się bałagan. Fabularnie z jedynki dwójka transformowała się w hybrydę Harrego Pottera, Indiany Jonesa, Dragon Balla, Star Treka i tym podobnych mitologii upadku (stąd tytuł zapewne). Zupełnie jak Dewastator, jeden z Decepticonów, który zapowiadał się zrobić konkretną rozpierduchę, miksując się ze wszelkimi urządzeniami w pobliżu, a dostał raz z lasera i leży.

Po drugie, postacie. W jedynce zdawało się, że scenarzyści mają jeszcze jako taką kontrolę nad nimi, przynajmniej sylwetki Autobotów zostały wyraźnie zarysowane. Sama Megan Fox, oprócz wyglądania, potrafiła jeszcze przekonać swoim charakterem, Beouf też dał radę (choć średnio lubię jego ryj, to muszę przyznać, że nieźle mu idzie granie sympatycznych chłopaczków). No i Lennox...
Dwójka obdarła ich wszystkich, mało tego - dołożyła nowe postacie, jedna gorsza od drugiej. Chlubny wyjątek stanowi Jetfire - koncept stetryczałego decepticona jak najbardziej udany. Prócz niego, standardowy zestaw Optimus Prime i Bumblebee - jako najbardziej popularne autoboty otrzymali najwięcej czasu antenowego. W zasadzie sekwencje ich potyczek to jedyne sceny, dla których warto było dwójkę obejrzeć. Łącząc je, wyjdzie jakieś 10 minut. Czymże to jest, wobec wieczności?

Po trzecie... cała reszta błędów, wpadek, niedoróbek, patriotyzmów, eposów, kanalizacji, kiści bananów, kuriozów, mimoz, pękniętych jeżów, jakie gościły i gościć będą w twórczości Michaela Baya, goszczą również i tu. Z ich połączonych mocy powstała Upadła Zemsta, cena 14 zł. Dlaczego dajemy się tak ruchać w dupę przez przemysł filmowy? Zemsta jest raczej zjawiskiem, które należy unikać, a tu jeszcze za nią płacę. Najwyraźniej konsument i docelowy odbiorca tego filmu (czyli ja) to człowiek o ograniczonych możliwościach mózgowych - sekwencja ze skaczącymi podczas ucieczki cyckami Megan Fox musiała być powtórzona koło czterech razy w przeciągu pięciu minut, żeby główny bohater (więc i utożsamiający się z nim widz) zrozumiał, że w tym całym pośpiechu współczesności, robieniu kariery, warto czasem się obejrzeć na drugiego człowieka i jego problemy z przekrzywionym stanikiem.


Ocena: Meh

Debił Cahmen: Ja pierdole, co za gówno...
Uucker: Popłakałem się
Gryz Lee: Nie lubie mechów
MisQ: \m/ Bumblebee \m/
Makkuro: Byłem bliski wyjścia z kina

1 komentarze:

uukasz pisze...

hehe rzeczywiscie ostatnie zdanie iscie mistrzowskie, ale reszta tez dobra :) No i doskonale opisales to co i ja czulem po obejrzeniu filmu