
Z ust kolegi Lukiego padło jeno hasło "seans filmowy". Ponieważ tytuł filmu niewiele mi mówił, zajrzałem na filmweb, przeczytałem co i jak, usłyszałem rechot z sąsiedniego pokoju i dołączyłem do oglądania tej satyrycznej komedii, wyśmiewającej amerykańską kulturę telewizyjną.
Spodziewałem się humoru klozetowego. I rzeczywiście, takowy otrzymałem, ale opakowany w atrakcyjny sposób i przewiązany absurdem, niekiedy dorównującym brytyjczykom z monty pythona. Struktura filmu to mnogość wszelakich scenek rodzajowych, reklam, programów, wywiadów, relacji, słowem - filmowych form telewizyjnych, które łączy onion news - światowej sławy serwis informacyjny. Jeśli miałbym z tego filmu wyłonić główny wątek, to pewnie będą to dylematy moralne prezentera telewizyjnego Normana. Co jakiś czas, oburzony bezczelną reklamą i promocją w czasie trwania serwisu, kieruje się w stronę biura szefostwa i próbuje przywrócić dobre imię telewizji; oczywiście bezskutecznie. Rozwiązanie tego problemu następuje w formie podsumowania prawie WSZYSTKICH wcześniejszych wątków z filmu, połączonych w jedną, wielką parodię propagandy wojennej, różnic rasowych, promocji, reklamy i oczywiście amerykańskiego, sztucznie napomopowanego patriotyzmu.
Wiele scen mnie rozbawiło, wiele zaskoczyło, znalazło się kilka rozczarowań, policzyć je mogę na palcach jednej ręki i to ręki hokeisty Lareux (jedna z postaci w filmie, chyba mój faworyt, obok Uzbrojonego Bandyty). Byłem w ciągłej obawie, czy też aby twórcy nie pogubią się w tej mnogości scenek i czy aby nie spartolą podsumowania dla prezentowanego w krzywym zwierciadle zjawiska kultury masowej. Mogę powiedzieć, że poradzili sobie z tym zadaniem bardzo dobrze. Poruszyli różnorakie tematy, zabawiali się formami filmowymi i płynnie przeszli do zakończenia, trzymając się konsekwentnie strony satyrycznej.
Wśród listy płac jedyne znane mi nazwiska to Steven Seagal (w roli almighty Cock Punchera) oraz znany i lubiany David Zucker, który jest producentem całego filmu. To wam może wystarczająco dużo powiedzieć, w jakiej konwencji humorystycznej utrzymana jest całość. No, może więcej tu faktycznie satyry niż w Nagiej Broni, ale i tak niejeden raz przecierałem oczy ze zdumienia na widok kilku motywów tak kosmicznie absurdalnych, że powinno się tego zabronić...
Jak wspomniałem wyżej, znalazło się kilka rozczarowań. Głównie mam na myśli pojedyncze scenki, przy których przesiedziałem z jednostajnym wyrazem twarzy, choć obraz aż emanował hasłem: "pora na śmiech, uuckerze jeden". Bo i nie jest to humor specjalnie górnolotny, sporo żartów na tle rasistowskim, wyznaniowym, seksualnym... Film się broni, bo w zamyśle naśmiewa się wręcz z ludzi, których takie żarty śmieszą. Nawet więcej - jakikolwiek zarzut w stronę tego filmu może być chybiony właśnie ze względu na jego specyficzny charakter komedii, parodiującej niekiedy samą komedię. Ale zaplątałem, nieprawdaż? A chciałem jeno rzec, że poziom humoru nie jest równy. Są momenty totalnie miażdżące te małe drobiny mózgu odpowiedzialne za produkcję hormonu śmiechu, a i są takie, co budzą zdziwienie i/bądź zażenowanie.
Się rozpisałem, pora zakończyć. Przekaz filmu specjalnie odkrywczy nie jest, za to dawno nie spotkałem się z zaprezentowaniem go w tak spójnej formie. Film również zapamiętam jako galerię bardzo charakterystycznych postaci z Cock Puncherem na czele. A jak się komuś nie spodoba... cóż, nie sądzę, by ten ktoś miał jaja.
Ocena: Raczej na tak
0 komentarze:
Prześlij komentarz